"Smętarz dla zwierzaków" - czasami powracają całkiem inni

Moda na kolejne remaki i rebooty filmów trwa w najlepsze. Filmowcy chętnie sięgają po sprawdzone pomysły i znane tytuły, ale z różnym rezultatem. Zdarzają się też sytuacje gdy mamy starszy film, który starzeje się dość nieładnie, a pierwotny materiał książkowy ma ogromny potencjał i w pełni zasługuje na nowe spojrzenie. W takich przypadkach również należy być ostrożnym, aby nie wpaść w pułapkę, bo jeśli zaczynamy bawić się z materiałem uznawanym za kultowy, to tak jakbyśmy będąc na ringu opuścili gardę. Czasami jednak warto podjąć ryzyko, bo świeże spojrzenie na oryginalne pomysły mogą odkryć nowe oblicza opowieści i przybliżyć je kolejnym pokoleniom, zachęcając tym samym do sięgnięcia po książkę. Twórcy filmu „Smętarz dla zwierzaków” wchodzą na ring z podniesioną głową i stają naprzeciw nowych widzów oraz tych znających książkę i film sprzed trzydziestu lat.

Od wielu lat, regularnie zalewani jesteśmy informacjami o kolejnych planach na ekranizacje twórczości Stephena Kinga, więc do coraz to nowych pomysłów podchodzę z ostrożnym entuzjazmem. O zainteresowaniu "Cmętarzem zwierząt" mówiło się już od wielu lat, przy projekcie pojawiały się kolejne nazwiska i zaraz potem temat odchodził w zapomnienie. Tego samego spodziewałem się pod koniec 2017 roku, gdy pojawiły się nazwiska Kevina Kolscha i Dennisa Widmyera oraz gotowy scenariusz Jeffa Buhlera i Davida Kajganicha. Kilka miesięcy później, niespodzianką były informacje o obsadzeniu w głównych rolach Jasona Clarke’a i Johna Lightgowa - wtedy zacząłem trzymać kciuki. 
Johna Lightgowa nie trzeba przedstawiać nikomu, bo tego zacnego aktora znają zarówno starsi kinomani jak i przedstawiciele młodszej widowni, a dodatkowo bez względu na zamiłowania gatunkowe. Ten doświadczony aktor doskonale sprawdził się w filmach rodzinnych, komediach jak i dreszczowcach czy fantastyce. Jason Clarke to trochę inny przypadek. Jego nazwisko budziło pewne kontrowersje, krążyły opinie, że "nie pasuje" do roli Louisa, ale i tutaj również byłem spokojny. Obserwowałem jego karierę od dawna, a całkowicie kupił mnie w serialu "Brotherhood". O tę część obsady byłem spokojny, za to niewiadomą była reszta.

Po pierwszych zdjęciach i zwiastunach rozgorzała uzasadniona dyskusja, głównie na temat zmian w stosunku do pierwowzoru książkowego. Twórcy szybko udzielili wywiadu uzasadniając swoje wybory i chociaż na tym etapie nie mogli zdradzić za wiele, doszedłem do wniosku, że taki zabieg rzeczywiście otworzył przed nimi nowe możliwości. Oznacza to, że nie chcieli zrobić kolejnej wiernej ekranizacji, ale na nowo zastanowić się nad pomysłem Kinga i przedstawić go nowej publiczności. Przecież książka i tak jest znana szerokiej rzeszy grupy docelowej, poprzedni film był jej bardzo wierny fabularnie (co okazuje się również jego wadą), więc nie ma mowy, aby z tego głównego zamysłu zrobić jakiś wielki punkt kulminacyjny - choć to nie przeszkadzało, aby w kluczowej scenie podkręcać napięcie, przeskakując ujęciami z jednego dziecka na drugie. 

Zwiastuny filmu pokazały jeszcze jedną ważną dla mnie rzecz. Kinowe hity przyzwyczaiły nas do kolorowych superbohaterskich blockbusterów, budżetach idących w setki milionów, przez co innym filmom trudno przebić się przez głośne, bijące po oczach, widowiska tworzone głównie cyfrowo. Tutaj dostajemy dłuższe ujęcia w całkiem innej stylistyce, różniące się od tego co serwują nam chociażby kolejne odsłony filmów z uniwersum "Obecności".

Film pozostaje jednak zakładnikiem swoich czasów. Rozpoczyna się klasycznym, długim, ujęciem z drona ukazującym okolice domu Creedów, płonący dom, niepokojącą scenerię wokół innego domu, otwarty samochód i ślady krwi. Oczywiście to rodzaj klamry mającej na celu zbudowanie napięcia. Cofamy się kilka miesięcy, aby poznać rodzinę Creedów, ich owdowiałego sąsiada Juda oraz mroczną tajemnicę kryjącą się w okolicznych lasach, tuż za Bagnami Małego Boga. Już w pierwszym akcie sprawnie serwowane są kolejne jump scare’y, film obfituje też w świetne i klimatyczne zdjęcia, głównie z leśnego cmętarzyska jak i tego właściwego indiańskiego. Twórcy nie pozostawiają nam żadnych domysłów pokazując rany umierającego Victora Pascowa, kocur Church też robi swoje, a John Lightgow dzielnie niesie na barkach swoje brzemię (jednak dla mnie Jud Crandall ZAWSZE będzie wyglądał jak Fred Gwynne w spodniach ogrodniczkach i papierosem w ustach).
Historia toczy się swoim utartym torem. To ścieżka, którą przecież trochę już znamy, gdzieś to widzieliśmy, aż dochodzimy do trzeciego aktu, czyli crème de la crème przygotowanego przez scenarzystów i reżyserów. Zdradzając w zwiastunach część sekretu, sprawnie uśpili czujność widza, a przynajmniej moją. Ja dałem się zaskoczyć i mam nadzieję, że wy również dacie się porwać tej mrocznej opowieści i zakończenie będzie dla was równie satysfakcjonujące jak dla mnie. Ostatni akt to już nie dreszczowiec, ale pełna przemocy kronika mordu i Zła kroczącego po ziemi. Zła, które wyrwało się z niewoli i w końcu może robić to do czego zostało powołane. Z perspektywy tego zakończenia, rezygnację z opowieści Juda o przywróconym do życia Timmym Batermanie uznaję za całkowicie uzasadnioną.

Film to nie książka, operuje nie słowem, a obrazem. Pisałem już o świetnych ujęciach plenerowych i dosłowności tego co serwują nam filmowcy. Wizualnie film jest bardzo spójny i ma dobre tempo. Sceny z Ellie pod prysznicem czy konfrontacje na poddaszu, a później na smętarzu dla zwierzaków prezentują się świetnie. A ostatnie ściemnienie i ten… dźwięk… na samo wspomnienie przechodzą mnie dreszcze.

Główna obsada, jak na warunki fabularne, sprawuje się świetnie. Pomiędzy Louisem i Rachel widać chemię, jednak pozostaje niedosyt, który najbardziej widać w scenach po pogrzebie. Świetnie za to wypadają relację dorosłych aktorów z dziećmi, szczególnie z Ellie (w tej roli Jeté Laurence), która oczywiście pełni kluczową rolę w całym filmie i wychodzi jej to bardzo dobrze.

Pomimo swych mocnych stron film ma też ułomności. Filmowe medium ograniczone do 107 minut nie dało wystarczającego czasu ekranowego, aby odpowiednio zbudować relację pomiędzy Louisem i Judem. Brakuje wydarzeń, które zbliżyłyby mężczyzn na tyle, aby uzasadnić decyzję Juda na pokazanie Louisowi cmentarzyska Micmaców, a jednocześnie uwiarygodnić ślepe podążanie Louisa za nim, bez żadnego wyjaśnienia. Czytając książkę nie miałem wątpliwości, że Louis traktuje Juda jak ojca. Najbardziej uderzyła mnie słabo zaakcentowana żałoba Creedów. Jakkolwiek okropnie to zabrzmi, to oczekiwałem, że zaprezentowane nam zostanie więcej cierpienia. Łza spływająca po policzku i stwierdzenie "Nie mogę tu zostać" nie załatwiają sprawy - choć są wygodne dla fabuły. Oczekiwałem, że zobaczymy więcej żałoby Rachel, co właśnie popchnie Louisa do działania. Być może rezygnacja z wątku konfliktu Louisa z teściami, który w powieści mocno akcentował z relacją pomiędzy małżonkami i odgrywał ważną rolę w okresie żałoby (by osiągnąć kulminację na pogrzebie), było tutaj błędem. Książka opisuje upadek początkowo szczęśliwej rodziny, utratę kontroli na swoim przeznaczeniem i losem. W powieści Louis dokładnie planuje swoje działanie, układa wszystko krok po kroku, zataja swoje intencje, kłamie, a zaczyna właśnie od planów wysłania żony do teściów. Tutaj żona sama podejmuje decyzje o wyjeździe, a wyrafinowany plan Louisa ogranicza się do uśpienia Juda. To co łączy film i książkę to sam efekt: żaden z planów nie idzie zgodnie z zamierzeniem – tu nie ma miejsca na szczęśliwe zakończenie.
Pomimo zasygnalizowanych uwag uznaję film za wart obejrzenia. Filmowcy weszli na ring i po trudnej walce ją wygrali. Nie było to łatwe zwycięstwo, ale jednak przyznaję za nie punkty. Paradoksalnie, film bardziej może podobać się osobom, które nie znają książki ani poprzednich filmów. Fani Kinga powinni zachować otwarty umysł, nie zastanawiać się nad zmianami, ale pozwolić porwać się historii, aż do samego mrocznego finału.

Na koniec kilka mrugnięć do fanów.
Zwróćcie uwagę na drogowskaz do Derry i piosenkę z napisów końcowych.
Zapowiedzi

2019-09-06

"To: Rozdział 2"

2019-09-10

"Pan Mercedes"

2019-09-10

"The Institute"

2019-09-26

"Creepshow"

Aktualności ze światów Kinga
Social Media
STRONA NA SKRÓTY: