​"Cmętarz zwieżąt" – co przeraża Stephena Kinga?

Stephena Kinga cenię za to, że jest świetnym obserwatorem i doskonale przelewa swoje obserwacje na papier. Pisze o ludziach, stara pisać się o zwykłych ludziach i jak sam wielokrotnie powtarzał, to właśnie jego postacie kierują fabułą, a nie fabuła postaciami. Oczywiście najłatwiej obserwować najbliższe otoczenie, ale zauważenie istotnego wycinka rzeczywistości i przedstawienie go na papierze w sposób, który trafi do milionów czytelników to nie lada zadanie. Inspiracją może być cokolwiek, od wyśmiewanej w szkole do której się chodziło koleżanki pochodzącej z religijnej rodziny ("Carrie"), przez zwykły sen o wężu strażackim ganiającym własnego syna ("Lśnienie") po konieczność poradzenia sobie ze śmiercią ulubionego zwierzaka swojej córki. 

Niektóre pomysły są jednak tak bliskie, że po przelaniu na papier przerażają tak bardzo, że… no właśnie. Kiedy latem 1979 toku, zaledwie w kilka miesięcy skończył pierwszą wersję "Cmętarza zwieżąt", stwierdził, że książka jest zbyt straszna, aby ją wydać. Jak sam twierdził, jego żona Tabitha, która zawsze jako pierwsza czyta ukończone powieści, kończyła lekturę ze łzami w oczach. On sam stwierdził z pewnością, że jeszcze dwadzieścia lat wcześniej, ze względu na swoją tematykę, książka byłaby całkowicie "niepublikowalna". Książka trafiła do szuflady i nigdy nie miała się ukazać. Ostatecznie jednak, w wyniku tarć pomiędzy pisarzem a wydawcą, trafiła do sprzedaży w 1983 roku i nawet pomimo braku zaangażowania pisarza w promocję, stała się bestselerem, bijąc rekord promowanej przez niego "Christine", która ukazała się wcześniej tego samego roku.

Za sukcesem powieści wcale nie stał slogan reklamowy "Czy Stephen King jest w stanie przerazić nawet siebie?", ale jej pełna mroku wielowymiarowość, głębia koszmaru, która w jakiś sposób trafia do każdego czytelnika, przesiąka z kart książki przez pory dłoni i dalej trafia do jego serca.

Wszystko zapoczątkowało objęcie posady na Uniwersytecie Maine w Orono i przeprowadzka rodziny Kingów do małego domku tuż obok ruchliwej drogi numer 15. Dalej było odkrycie w pobliskim lasku małego "cmętarza zwieżąt", stworzonego przez okoliczne dzieciaki i oznaczonego jako "Pets sematary" (oczywiście z błędem). Śmierć kota Smucky’ego, w okolicach Święta dziękczynienia 1978 roku, doprowadziła do rodzinnej dyskusji, czy należy chronić dziecko przed konceptem śmierci (co ciekawe w życiu to King optował za poinformowaniem córki o ucieczce kota, ale żona przekonała go, że nie ma co uciekać przed prawdą). Następnego dnia usłyszał Naomi krzyczącą: "Niech Bóg znajdzie sobie własnego kota. Chcę mojego kota z powrotem!". Ostatecznie to właśnie jemu przypadł zaszczyt pogrzebania truchła na cmętarzu… i wtedy coś zaskoczyło. King zaczął rozmyślać, co by było gdyby zwierzak powrócił, ale… nie do końca taki sam. Kolejne wydarzenie z życia dopełniło w jego głowie cały pomysł. King kilkukrotnie opisywał jak gonił swojego młodszego syna Owena po trawniku, gdy ten biegł w stronę drogi i o tym jak pochwycił go i odciągnął w ostatniej chwili.

Pisarz zebrał wszystkie powyższe wydarzenia, wymieszał, dodał kilka innych swoich doświadczeń i koszmarów, układając wszystko w powieść. I tutaj śmierć odgrywa niezwykle ważną rolę, chociaż nie kluczową, ale o tym później. King wiele miejsca poświęca zagadnieniu śmierci rozkładając je na czynniki pierwsze, obrazując przeróżnymi wydarzeniami. Najbardziej widoczna jest trauma Rachel Creed dotyczącą śmierci, która ujawnia się już na samym początku, gdy Ellie pyta o bezpieczeństwo Churcha, a po śmierci Normy Crandall jeszcze bardziej eskaluje. Oczywiście to nie jedyne przykłady, bo jest jeszcze dramatyczna śmierć Victora Pascowa, a w opowieści o Timmym Batermanie rozpacz ojca po utracie dziecka prowadzi do tragedii. Śmierć stale kręci się wokół Creedów, czekając na najmniejszy błąd, który prędzej czy później musi się wydarzyć.

Kto podjąłby się próby opisania "Cmętarza zwieżąt" jednym zdaniem? O czym jest ta powieść? O śmierci? O tragedii rodzinnej? Tak, te dwa aspekty oczywiście odgrywają w niej bardzo istotną rolę, ale odpowiedź tkwi trochę głębiej. W swojej powieści King wspomina dwa ważne utwory – pierwszym jest  "Czarnoksiężnik z Krainy Oz" L. Franka Bauma, a drugim "Małpia Łapka" W.W. Jacobsa. Pierwszy utwór kojarzy prawie każdy, za to drugi jest polskim czytelnikom dużo mniej znany. Połączenie "wielkiej tajemnicy Oza Wiejkiego i Wsaniałego" (pisownia z książki) z przesłaniem utworu Jacobsa, doprowadza nas do sedna kryjącego się w powieści Kinga: Nie jesteśmy panami własnego przeznaczenia, a to co kochamy może zostać nam odebrane w dowolnym momencie, a my nie możemy z tym nic zrobić! Oczywiście możemy polegać na wspólnocie rodzinnej i miłości, ale nawet to może zostać nam odebrane.

Wszystko wskazuje, że właśnie ubranie w słowa tej Prawdy, tak przeraziło pisarza. Bo przecież wcześniej nie unikał w swoich utworach trudnych tematów i emocjonalnych wydarzeń. Czy pełna emocji scena na pogrzebie Gage’a roztapia serca czytelników? Oczywiście, jednak świadkami pogrzebu dziecka i żałoby rodziców byliśmy już w "Miasteczku Salem". A co z samą tragiczną śmiercią dziecka? Oczywiście, jak sam mówił wielokrotnie w wywiadach, jest to największy koszmar rodzica, jednak opisał to już w powieści "Cujo", a śmierć dziecka stała też pośrednio za wydarzeniami w "Ostatnim Bastionie Barta Dawesa". 

W "Cmętarzu zwieżąt" mamy jednak do czynienia z tragicznymi wydarzeniami na nieco innym poziomie, dużo głębiej w sercu. Staczanie się początkowo szczęśliwej rodziny coraz bardziej w mrok, wciąga nas tam razem z nimi. Każdy bohater powieści staje się pożywką tej ciemności, tego niezidentyfikowanego do końca Zła (ukazanego jako zaczerpniętego z wierzeń indiańskich Wendigo). I nie chodzi tu tylko o tragiczne wydarzenia i śmierć bliskich, ale także o te dotykające duszy i serca (jak na przykład wyrzuty sumienia Juda Crandalla). Louis staje do walki z przeznaczeniem, ale jak już wiemy, z tym panem nie ma żadnych szans, a jego kolejne działania prowadzą do kolejnych tragicznych wydarzeń. A pisząc, że "każdy" bohater staje się pokarmem mroku, nie żartuję, tu nie ma szczęśliwego zakończenia!

Ta wielowymiarowość i uniwersalność grozy do tej pory trafia do czytelników w każdym wieku, ludzi z różnymi doświadczeniami, czyniąc z "Cmętarza zwieżąt" jedną z najbardziej przerażających powieści XX wieku. Osobiście "Cmętarz zwieżąt" czytałem kilkukrotnie na różnych etapach życia i za każdym razem zwracałem uwagę na nieco inne rzeczy – co innego mnie przerażało. Do tej pory pamiętam, że jako nastolatek przerażony byłem opowieścią Juda o powrocie Timmy’ego Batermana. Przy lekturze kilka lat później strach przed śmiertelną, długotrwałą i pełną bólu, chorobą. Ostatnio książkę czytałem już jako ojciec i przyrzekam wam, w kilku momentach wstrzymywałem oddech, a moje serce przestawało bić. Pisząc te słowa, mam przed oczyma wizję Louisa tulącego ciało syna tuż przy rozkopanym grobie. Obrazy towarzyszące lekturze pozostaną ze mną już na zawsze i niech to będzie najlepsza zachęta dla was… zachęta i jednocześnie ostrzeżenie. Na "Cmętarz zwierząt" wkraczacie na własne ryzyko i pamiętajcie... "Czasami martwe jest lepsze".
Zapowiedzi
Aktualności ze światów Kinga
Social Media
STRONA NA SKRÓTY: