Wywiad z Bevem Vincentem

Urodzony w 1961 roku w Kanadzie Bev Vincent jest badaczem Stephena Kinga, autorem kilku książek o pisarzu z Maine oraz kilkudziesięciu artykułów i esejów.

Współpracuje z wydawnictem Cemetery Dance, prowadzi własną stronę (www.bevvincent.com) oraz pisuje opowiadania, które znalazły się w wielu antologiach, m. in. "Shivers II", "Shivers IV", "Shivers VI", "From the Borderlands", "Who Died in Here?", "Damned Nation" oraz antologii opowiadań poświęconych Doctorowi Who "Short Trips: Destination Prague".

Za książkę "The Road to The Dark Tower" otrzymał nominację do nagrody Brama Stokera, natomiast za "The Stephen King Illustrated Comapnion" otrzynał nominację do nagrody Brama Stokera (2009) oraz Edgara (2010). Jest też współautorem książki "The Illustrated Stephen King Trivia Book" oraz współscenarzystą filmu krótkometrażowego "Stephen King's Gotham Café", który zdobył kilka nagród na festiwalach na całym świecie.

Aktualnie mieszka w Teksasie, gdzie cały czas bada twórczość i światy stworzone przez Stephena Kinga.
The Road to the Dark Tower (2)The Stephen King Illustrated CompanionThe Dark Tower Comapnion (2)The Illustrated Stephen King Trivia Book


Jak wyglądało twoje pierwsze spotkanie ze Stephenem Kingiem? Czy była to książka, film, a może on sam?
 
Pierwszy raz zetknąłem się ze Stephenem Kingiem podczas studiów w 1979 roku. Niecałe półtora kilometra od kampusu akademickiego był antykwariat, który odwiedzałem w każdy weekend. Większość książek jakie kupowałem to science-fiction lub fantasy, ale wypatrzyłem książkę z czarną okładka i czerwoną kroplą na okładce. Zaintrygowała mnie i dorzuciłem ją do zakupów tego dnia. Słyszałem o niej trochę dobrego, a było to "Miasteczko Salem". Niby wiedziałem o czym jest, ale kompletnie nic nie wiedziałem o autorze. Ta książka mnie urzekła, więc wyszukałem wszystko co napisał do tamtego czasu, a w 1979 nie było tego dużo. To był początek wieloletniego uwielbienia jego twórczości.
 
Kilka lat temu opublikowałeś "The Stephen King Illustrated Companion". Książka zawierała reprodukcje wielu unikatowych przedmiotów, np. gazetki "Bęben", kilka stron pierwszej wersji "Lśnienia" i wiele niepublikowanych wcześniej zdjęć. Czy trudno było uzyskać zgodę na ich publikację? Czy koncepcja książki, dodanie ich jako dodatki, była w tym pomocna?
 
Wydanie "The Stephen King Illustrated Companion" było następstwem publikacji mojej pierwszej książki "The Road to The Dark Tower". Amerykańska sieć księgarni Barnes & Noble ma własny oddział wydawniczy, który wydawał serię przewodników dotyczących znanych autorów. Wcześniej wydali przewodniki dotyczące Poe’go i Jane Austen. Wszystkie zawierały tego typu dodatki, które potęgują doświadczenia z czytania książki. Na przykład książka o Poe zawierała wierną reprodukcję jego nekrologu z New York Times’a oraz kilka innych rzeczy.
 
Wydawca skontaktował się ze mną, ze względu na moją książkę o Mrocznej Wieży, z propozycją napisania przewodnika o Kingu. Moim zadaniem było napisanie tekstu. Zdobycie dodatkowych materiałów było zadaniem wydawcy. Jednakże to ja skontaktowałem ich z asystentami w biurze Kinga, którzy otworzyli im dostęp do archiwum Stephena Kinga na Uniwersytecie Maine oraz kilku albumów z osobistymi zdjęciami będącymi pod opieką biura autora. Poza tym, znam kolekcjonera, który ma jedną z największych kolekcji rzadkich przedmiotów związanych z Kingiem i skontaktowałem wydawcę również z nim. To stamtąd pochodzą przedmioty takie jak "Bęben". Miałem stały kontakt z ekspertem od tych materiałów informując go, które znalezione przez niego dokumenty przydadzą się jako uzupełnienie tekstu.
 
Ostateczna akceptacja materiałów z archiwum należała do Kinga, ale nie powstrzymał nas od skopiowania niczego czego potrzebowaliśmy. Jedyną rzeczą o jaką poprosił było usunięcie adresu widocznego na jednym z dokumentów.
 
Z mojego punktu widzenia najbardziej fascynującym elementem tej książki jest właśnie ten załączony materiał. Pamiętam dzień gdy dotarł do mnie pierwszy egzemplarz. Razem z żoną spędziliśmy całe godziny przeglądając te dodatki – i nie przeczytaliśmy ani jednego słowa z mojego tekstu.
 
Jesteś stałym współpracownikiem wydawnictwa Cemetery Dance. Poza pisaniem kolumny "News from The Dead Zone" w Magazynie Cemetery Dance piszesz też dla projektu "Stephen King Revisited" Richarda Chizmara, gdzie przybliżasz okoliczności powstania książek Kinga. Całe przedsięwzięcie jest już w połowie zakończone. Czy są jakieś plany zebrania tych artykułów w książkę – drukowaną lub ebooka?
 
Z "gangiem" Cemetery Dance współpracuje już piętnaście lat. Poza stałą kolumną w magazynie jest wersja online NewsFromTheDeadZone.com, którą staram sią uaktualniać jakoś co miesiąc. Brian Freeman (również z CD) i ja, współtworzyliśmy "The Illustrated Stephen King Trivia Book", z ilustracjami Glenna Chadbourne’a, co było niezłą zabawą, ale wiązało się z dużą ilością pracy. Od jakiegoś czasu jest dostępna świetna wersja elektroniczna, z linkami do moich podchwytliwych "wskazówek" i odpowiedzi.
 
Stephen King Revisited posuwa się do przodu. Miejsce, w którym jesteśmy... cóż... King cały czas dodaje nam nowe pozycje, prawda? Z każdą nowa książką, którą wydaje, mamy kolejną na liście. Rozmawialiśmy też o tym, aby na koniec zebrać wszystkie eseje w jednej książce. Ale to raczej pieśń przyszłości.
 
To bardzo ciekawy projekt. Opisuję, jak to określamy, kontekst historyczny dla każdej z książek, opisując inspirację książek czy opowiadań oraz co działo się w życiu Kinga w czasie gdy pracował nad pomysłem. Odkryłem, że niektóre anegdoty dotyczące poszczególnych książek przez ostatnie lata nieco zmutowały, więc staram się znaleźć źródła, wywiady i eseje jak najbardziej zbliżone do dat publikacji. Dowiaduję się rzeczy, o których nie miałem wcześniej pojęcia - lub o nich zapomniałem. To świetna zabawa.
 
Niedawno zakończył się serial Hulu bazujący na "Dallas '63". Podobał ci się?
 
Byłem jednym z szczęśliwców, którzy otrzymali od Hulu dostęp do całego sezonu kilka tygodni przed emisją pierwszego odcinka, więc mogłem "przykleić" się do niego w jeden weekend, co świetnie się sprawdziło. Uważam, ze serial jest bardzo dobry. Wiem, że sporo zmieniono, ale w większości były to oczywiste i konstruktywne zmiany. Niektóre adaptacje, które starają się za wszelką cenę zachować wierność materiałowi źródłowemu (na przykład "Łowca snów") nie sprawdzają się za dobrze, podczas gdy w niektórych luźniejszych adaptacjach dokonuje się większych zmian, ale nadal zachowują esencję powieści. Jednym z takich przykładów, który często przytaczam, jest "Dolores Claiborne", która różni się od książki, ale uważam, że doskonale oddaje jej ducha. Więc tak, serial podobał mi się - szczególnie polubiłem Sadie graną przez Sarah Gadon - jest prześliczna.
 
Wspomnieliśmy już o zmianach - niektórych mniejszych innych większych. Wszyscy znamy zdanie Stephena Kinga na temat adaptacji. W większości przypadków daje twórcom duży kredyt zaufania - w przypadku "Pod kopułą" zmieniono niemal wszystko. Czy uważasz, że to dobre podejście? Czy dobrze się sprawdza?
 
Jedną z zalet "22.11.63" jest fakt, że to zamknięty serial, ale nie wielosezonowy. Oznacza to, że twórcy przez cały czas mieli z tyłu głowy zakończenie i historię, której nie musieli sztucznie pompować, aby przedłużyć ją o kolejne sezony. "Pod kopułą" miało całkiem niezły pierwszy sezon, ale potem bardzo szybko zjechało w dół. Nie znam zbyt wielu szczegółów na temat kulis produkcji, ale wydaje mi się, że główny architekt projektu odszedł po pierwszym sezonie i to mogło mieć wpływ na ten spadek jakości. Trzymałem się nieźle do końca drugiego sezonu, ale zrezygnowałem po pierwszym lub drugim odcinku trzeciego. Jakość obniżyła się do poziomu, przy którym oglądanie było niemal fizycznie bolesne.
 
Jest kilka możliwych sposobów aby podejść do pomysłu w stylu "Pod kopułą". Dwa, które się sprawdziły to "Martwa strefa" i "Haven" - które jest luźno oparte o "Colorado Kida", i nie jest chyba przypadkiem, że za tymi dwoma serialami kryje się ta sama ekipa twórców. Do tematu sezonowych seriali podeszli tak, aby podgrzać główną historię do poziomu, w którym może posłużyć ona za solidny fundament dłuższej opowieści. Takie podejście pozwala serialowi rozwijać się samoczynnie. Niewiele materiału źródłowego przetrwało, ale udało im się stworzyć rozrywkowy program. W "Pod kopułą" wyglądało to tak, jakby nie mieli dobrej podstawy i z tygodnia na tydzień krążyli w kółko szukając jakiegoś kierunku.
 
Wszyscy wiemy, że nie powinniśmy bać się zmian. Zgadzam się niemal ze wszystkimi, również z wyrzuceniem wątku Derry. Ten konkretny przykład jest najczęściej podnoszony przez fanów powieści "To", którzy żałują, że zrezygnowano z tego świetnego nawiązania, ale przyznajmy, że nie był istotny dla fabuły. Większą zmianą była postać Bill'a Turcotte, która okazała się lawiną powodującą wiele późniejszych zmian. Czy twoim zdaniem było to dobre dla historii?
 
Zgadzam się jeśli chodzi o wykreślenie Derry. Ten wątek był rozpoznawalny jedynie dla osób znających "To". Wierzę, że adaptacje wizualne (seriale, filmy i inne) muszą przemawiać do dużo większej widowni, niż grupa czytelników, więc nie mogą być zbyt dopasowane do wymagań konkretnej grupy odbiorców jakimi są osoby znające książkę. Widownia oglądająca dowolny serial jest znacznie większa niż liczba osób, które przeczytały konkretną książkę.
 
Rozumiem potrzebę rozwinięcia postaci Bill'a Turcotte z perspektywy samej opowieści. Przez większą część powieści Jake działa samodzielnie. To sprawdza się na papierze i w głowie czytelnika, ale nie zagra na ekranie. Początkowo Jake spędza sporo czasu mówiąc do siebie i szybko staje się to sztuczne i nudne. Dodając mu towarzysza w postaci Bill’a dało szansę Jake’owi mówić, wyjaśniać to co robi. To sprawia również, że wyprawa Jake’a jest trochę mniej szalona. Bill mógł zająć się rzeczami, dla których Jake w książce dwoił się i troił, gdy niemal jednocześnie musiał być w Jodie i Dallas. Chociaż przyznam, że ostatecznie wcale nie czułem się źle, gdy historia Billa w końcu się zakończyła. Jego wtrącanie się grało mi na nerwach.
 
Napisałeś dwie powieści o "Mrocznej Wieży". Przestudiowałeś sagę oraz powiązane z nią książki na wylot. Czy byłeś zaskoczony jak się zakończyła?
 
Czytanie ostatnich trzech książek sagi "Mroczna Wieża" było bardzo ciekawym doświadczeniem. Ponieważ wtedy pracowałem nad "The Road to The Dark Tower" z zamierzeniem publikacji krótko po wydaniu ostatniej książki, miałem dostęp do pierwszej wersji "Wilków z Calla", "Pieśni Susannah" oraz "Mrocznej Wieży" niemal dwa lata przed publikacją samych książek. Pewnego dnia na moim ganku pojawiła się stera 2500 kartek ważących około 10kg. Czytanie maszynopisu różni się od czytania książki. Bierzesz stronę, czytasz ją i odkładasz na drugi stos.
 
Ostatniego dnia miałem do przeczytania około 100 stron i po prostu nie mogłem przestać. Tego dnia spóźniłem się do pracy, bo nie mogłem przestać czytać tych ostatnich stron - musiałem dojść do samego końca. (King bardzo ucieszył się, gdy powiedziałem mu o tym spóźnieniu).
 
Uważam, że to doskonałe zakończenie, zarówno nieuniknione jak i zaskakujące. Nie chciałbym go zmieniać. Mam kilka pomysłów dotyczących finału podróży Rolanda w przyszłości, ale aby dojść do tego punktu, on musiał ponieść tego rodzaju "porażkę".
 
Kiedy skończyłem czytać miałem jednak dylemat: ze względu na to, że nikt inny nie czytał książki, co miało się nie zmienić przez długi czas, nie miałem z kim o tym rozmawiać - nawet z moim wydawcą. To było naprawdę trudne.
 
Jakiś czas temu Stephen King wspomniał, że "Mroczna Wieża" nigdy nie opuściła jego głowy. Wszyscy wiemy, że gdy zaczyna tak mówić, to coś może być narzeczy (jak w 2007 roku gdy mówił, że chciałby napisać książkę o człowieku, który cofa się w czasie aby uratować JFK). King mówił, że może mieć jeszcze kilka historii do opowiedzenia podając jako przykład Bitwę o Jericho Hill. W książce bitwa została tylko wspomniana, ale mogliśmy zapoznać się z jej przebiegiem w komiksach Marvel’a. Czy uważasz, że może on chcieć opowiedzieć tę samą historię swoimi słowami czy może zaskoczy nas czymś nowym w tym temacie?
 
Rozmawiałem z nim o tym w wywiadzie, który znajduje się w "The Dark Tower Companion". Byłem ciekaw jak bardzo był zaangażowany w tworzenie adaptacji komiksowych i dowiedziałem się, że na początku projektu rzucił im kilka pomysłów, był dostępny dla Robin Furth, gdy potrzebowała omówić jakieś nowe pomysły, ale w pewnym momencie przestał śledzić ich historię i zmiany. W tym konkretnym przypadku, powiedział, ze nie chciał czytać komiksowej "Bitwy o Jericho Hill" bo nie chciał, aby ich wersja utrwaliła się w jego pamięci na wypadek gdyby sam chciał o niej napisać. Po wydaniu "Wiatru przez dziurkę od klucza" stało się jasne, że nie czuje się zobligowany do trzymania się linii opowieści stworzonych przez Marvela. Niektóre rzeczy w książce stoją w sprzeczności z tymi w komiksie. Jeśli chodzi o to czy napisze kolejną książkę o "Mrocznej Wieży" - czas pokaże. Podejrzewam jednak, że napisze.
 
Już niedługo ukaże się nowa książka: "Koniec warty", finałowy rozdział w trylogii Billa Hodgesa. Przypuszczam, że jako poważny recenzent już ją czytałeś. Co sądzisz o tej serii?
 
Byłem zachwycony gdy dowiedziałem się, że chce napisać czysto kryminalną powieść. Wiem, że czyta mnóstwo kryminałów i zawsze podobały mi się jego opowieści bez wątków nadnaturalnych. Nie zawiodłem się - są ewidentnie kingowskie: mają świetnie napisane i zapadające w pamięć postacie oraz intrygujące wątki, które pozwalają Kingowi na badanie konkretnych tematów. Koncepcja spuścizny literackiej w "Znalezione nie kradzione" czy samobójstwa w "Końcu warty" (nie zdradzam nic ważnego mówiąc o tym, pamiętajmy, że pierwotny tytuł tej książki to "The Suicide Prince"). Trochę mi smutno, że seria się już kończy, ale cieszę się, że King wszedł do tego gatunku. Przymiarki robił już w "Colorado Kid" i "Joyland" ale dopiero tu mógł uchwycić sedno gatunku.
 
Stephen King zwykle wydaje dwie książki rocznie. W tej chwili powinniśmy już coć wiedzieć o kolejnej książce. Czy sądzisz, że będzie druga książka w tym roku, czy może zrobi sobie wolne?
 
Wiem, że napisał kilka rzeczy, jednak nie wiadomo kiedy zostaną wydane. Nie sądzę, aby zwalniał. Chyba nie byłby w stanie!
 
Pojawiają się informacje, że mógłby ponownie współpracować z Peterem Straubem. Osobiście bardzo chciałbym przeczytać kolejne przygody Jacka Sawyera. W wywiadzie dla Huffpost Books, Peter Straub powiedział, że mają już dobry pomysł i jedyne co pozostało to znalezienie czasu. Mając na uwadze brak informacji kolejnej książce, czy sądzisz, że jest możliwe, że już czymś pracują?
 
Biorąc pod uwagę wywiady Petera Strauba z ostatnich tygodni, uważam, że jest mało prawdopodobne, aby zaczęli nad czymś pracę. Rozmawiali o tym, i jak powiedziałeś, mają zalążek pomysłu na książkę, ale to będzie minie jeszcze rok lub dwa zanim zaczną pisać, i kto wie co jeszcze może zakłócić te plany?
 
"Czarny dom" jest ścisłe powiązany z "Mroczną Wieżą" chociaż, został wydany przed ostatnimi książkami. Czy sądzisz, że planowana trzecia książka może również nawiązywać do Wieży?
 
"Czarny dom" był pisany w czasie gdy wszystko co King napisał kręciło się wokół Mrocznej Wieży - nie szukając daleko: "Bezsenność", "Desperacja", "Mali mężczyźni w żółtych płaszczach", czy "Rose Madder". Sądzę, że nawet mu ulżyło, gdy Peter Straub zaproponował aby włączyć mitologię Wieży do "Czarnego domu", bo jak sam mówił w jednym z wywiadów, nie był pewien, czy byłby w stanie utrzymać Wieżę z dala. Książki, które wspomniałem, oraz "Czarny dom" są o tyle ciekawe, że wprowadzają pewne pomysły związane z Mroczną Wieżą zanim pojawiły się one w sadze. Przykładowo Karmazynowy Król i Łamacze pojawiają się po raz pierwszy poza główną sagą.

Biorąc pod uwagę sytuację Jacka pod koniec "Czarnego domu", uważam, że Świat Pośredni będzie odgrywał ważną rolę, ale czy pojawi się tam Wieża nie jest przesądzone.
 
Jaka jest twoja ulubiona książka Stephena Kinga?
 
Wybranie ulubionej książki, czy nawet stworzenie listy "Top 10" zawsze było dla mnie trudne. Po prostu mój umysł tak nie pracuje. Mógłbym wymienić kilka książek z całkiem różnych powodów: "Miasteczko Salem", które jest ogromnym skokiem do przodu w stosunku do "Carrie", ale również dlatego, że była to moja pierwsza książka. "Lśnienie", bo uważam je za najlepiej napisaną książkę, wszystko w niej doskonale współgra. "Worek kości", która poza tym, że jest świetną książką i prezentuje zwrot w twórczości Kinga, jednocześnie była pierwszą którą czytałem w postaci maszynopisu. Na koniec "Billy Blokada", gdzie występuje postać nazwana moim nazwiskiem. Mógłbym tak dalej wybierać. Łatwiej byłoby wybrać najmniej lubianą książkę…
 
O to nie będę już pytał. Dziękuję bardzo.
 
Aktualności ze światów Kinga
Social Media
MOJA KOLEKCJA NA SKRÓTY: