"Pudełko z guzikami Gwendy", pudełko pełne niespodzianek

Po raz pierwszy odwiedziłem Castle Rock wraz z Johnnym Smithem. Byliśmy tam tylko przejazdem, ale udało nam się powstrzymać seryjnego zabójcę. Gdy kilka lat później miasteczkiem wstrząsnęły tragiczne doniesienia dotyczące wściekłego psa oblał mnie zimny pot. Mieszkańcy Castle Rock nie mieli łatwego życia, ale jakoś żyli dalej. Ich historia zakończyła się wraz ze zniszczeniem całego miasta w 1991 roku, ale tak naprawdę nigdy nie opuścili mnie ani uniwersum Stephena Kinga. „Sklepik z marzeniami” miał definitywnie zakończyć dzieje Castle Rock, jednak King nie mógł się powstrzymać i wiele razy przemycał nam drobne informacje – czy to w „Grze Gerlada”, „Historii Lisey” czy „Pijackich Fajerwerkach”.

Informację o tajemniczym projekcie Stephena Kinga, którym okazało się „Pudełko z guzikami Gwendy”, przyjąłem z dużym zainteresowaniem, a jeszcze bardziej ucieszyłem się gdy okazało się, że dotyczy Castle Rock. King napisał nowelę do spółki z Richardem Chizmarem, który oprócz tego, że jest właścicielem wydawnictwa Cemetery Dance, jest również autorem kilku powieści i całkiem dobrze przyjętego przez czytelników i krytyków zbioru „A Long December”.

Forma noweli nie jest Kingowi obca i często są to bardzo dobre fabuły, pełne napięcia i ciekawych postaci. „Mgła”, „Zdolny uczeń” czy „Ciało” to tylko niektóre przykłady opowiadań pełnych mocy i na coś takiego liczyłem. Może powinno mi się zapalić „czerwone światełko”, gdy okazało się, że współpraca pisarzy nie była zamierzona, a bardziej przypadkowa. King rozpoczął pisanie opowiadania, ale w pewnym momencie utknął. Podczas pewnej rozmowy telefonicznej wspomniał Chizmarowi o swoich problemach po czym wysłał mu niedokończony tekst. Ten podrzucił kilka pomysłów i odesłał opowiadanie i tak to się zaczęło, a praca ruszyła dalej. Kwestie nawiązania współpracy odnotowałem w głowie, ale jakoś nie przełożyłem jej na oczekiwania co do samego utworu. Skupiłem się na podbijaniu oczekiwań związanych z ponownym odwiedzeniem Castle Rock.

„Pudełko z guzikami Gwendy” przenosi nas do Castle Rock latem 1974 roku. Miasto jeszcze nie dotknięte morderstwami Franka Dodda, bez piętna Cujo. Małe amerykańskie miasteczko, w którym 12 letnia Gwendy, wierna swojemu postanowieniu zrzucenia kilku kilogramów przed rozpoczęciem szkoły, codziennie wspina się niebezpiecznymi schodami na szczyt wzgórza Castle View. Pewnego dnia na wzgórzu zaczepia ją tajemniczy Richard Farris noszący dziwny kapelusz. Nie jest niebezpieczny i po krótkiej rozmowie oddaje Gwendy pod opiekę tajemnicze pudełko z guzikami. Gwendy ma się nim opiekować, może podjadać wypadające z niego czekoladki i wydawać srebrne dolarówki. Ale to guziki są najważniejsze, bo wciśnięcie guzika na pudełku może spowodować trzęsienie ziemi w Afryce lub powódź w Australii. A jest jeszcze czarny guzik, którego wciśnięcie może mieć dużo niebezpieczniejsze skutki.

Czytając nowelę od razu nasuwały mi się skojarzenia do „Człowieka w czarnym garniturze”czy „Dobrego interesu” – opowiadań, którego bohaterowie spotykali tajemniczych mężczyzn, których dary nigdy nie były darami bezinteresownymi. Dodatkowo postać Richarda Farrisa, przez jego inicjały, od razu skojarzyła mi się z Randallem Flaggiem, brakowało tylko przypinki z uśmieszkiem. Wszystko zapowiadało się cudownie i kolejne strony, na których Gwendy odkrywała tajemnice pudełka czytało się łatwo i przyjemnie, jednak ciągle było mi mało, czułem pewien niedosyt. W pewnym momencie akcja noweli wyraźnie przyspiesza. King i Chizmar przestają snuć opowieść, rozdziały mocno się skracają, a czytelnicy wraz z Gwendy gnają przez kolejne lata jej życia, do końca historii i jego puenty.

Pod koniec wiemy jaka moc drzemie w pudełku, jaką odpowiedzialność Farris powierzył Gwendy. Losy świata spoczywały w rękach dorastającej nastolatki, a później kobiety, która obserwowała wydarzenia na świecie widząc cierpienie i krzywdę. Nikt z nas nie ma prostego życia, często mamy gorsze dni. Czy mając kontrolę nad Pudełkiem z guzikami, w chwili gdy jesteśmy smutni czy zdenerwowani, nie wcisnęlibyśmy czarnego guzika kończąc to wszystko? Czy ta odpowiedzialność, to brzemię, miałoby wpływ na nasze życie i naszą osobowość?

Nowela nie do końca odpowiada na te pytania, bo nie ma na niej prostej odpowiedzi. Pytania zostają postawione, a to my mamy odpowiedzieć co byśmy zrobili. Kończąc historię mamy się zastanowić co byśmy zrobili z taką władzą, bo pudełko gdzieś krąży, a tajemniczy Richard Farris szuka dla niego kolejnego powiernika.

Opowiadanie nie spełniło moich oczekiwań jeśli chodzi o Castle Rock. Nie jest to opowiadanie na miarę „Ciała”, które za każdym razem wzbudza we mnie wiele emocji, ale mimo to kończąc Pudełko miałem taki sam uśmiech na twarzy. Nie dostałem tego co chciałem, ale nie ma w tym nic złego, bo w zamian dostałem coś innego, niespodziankę. Piękną opowieść o dorastaniu i odpowiedzialności, historię o tym jak siła jednego człowieka może powstrzymać świat od zagłady, a może nawet go zmienić. Czy ja mógłbym zmienić świat, tego nie wiem, ale na pewno to pełne niespodzianek „Pudełko z guzikami Gwendy” zmieniło sposób w jaki ten świat widzę.
Social Media
MOJA KOLEKCJA NA SKRÓTY: