"Ostatnie słowo" - wywiad dla Rolling Stone


Co jest najlepszą rzeczą po osiągnięciu sukcesu, a co najgorszą?
Najlepszą rzeczą po osiągnięciu sukcesu jest to, że płacą mi za to co najprawdopodobniej robiłbym za darmo. Naprawde lubię swoją pracę. Uwielbiam zmyślać. Najgorszą rzeczą tej roboty... to dziwaczne, ale najprawdopodobniej w ten weekend pójdę na mecz Red Soxów. Łowcy autografów zawsze pojawiają się przed hotelem i nie mogę nawet wyjśc kupić sobie kanapki. Nie moge nawet wyjść do kina nie opędzając sie od nich. Czuję się jakbym stale był na widoku, nawet jeśli nie chcesz być na widoku.

Selfies też są denerwujące.
Taaa. Selfies nie są dobre. W tych czasach wszyscy mają telefony. Ale ci łowcy autografów powiedzą, abym podpisał ten plakat "Podpalaczki" dla chorej babci, która ma umrzeć w ciągu dwóch lat. Doskonale wiesz, że sprzedadzą go na eBay'u. Uwielmiam świadomość, że mogę zabawić ludzi i cała masa ludzi czyta moje książki. Chcę tylko powiedzieć, że idealnie byłoby, gdyby nikt nie wiedział kim jestem. Chciałbym, aby tak było. [chwila ciszy]. Wiele ludzi po przeczytaniu tego pewnie wzruszy ramionami i powie 'Chciałbym mieć takie problemy'. Rozumiem to. Jednak po jakimś czasie, po 25-30 latach, to już nie to samo.
 
Jak potoczyłoby się twoje życie, gdybyś nie został pisarzem?
Najprawdopodobniej byłbym nauczycielem Angielskiego, najprawdopodobniej uniwersyteckim. Najprawdopodobniej umarłbym z przepicia w wieku około 50 lat. I nie sądzę, aby moje małżeństwo przetrwało. Uważam, że ludzie, którzy nie mają szansy realizować swoich talentów są bardzo trudni we współżyciu.

Jaka jest najlepsza rada, którą otrzymałeś?
Sprowadza się ona do tego, co powiedział Satchel Paige: "Nie patrz wstecz, coś może cię wyciskać". Zawsze będą ludzie, którzy lubią to, co robisz i ludzie, którzy tego nie lubią. Ale jeśli zbierają to co robiłeś, a ty pracujesz nad czymś nowym, to wszystko należy do ciebie.

Kim są twoi bohaterowie?
Jednym jest David Ortiz [z drużyny Boston Red Sox]. Jest świetny w tym co robi i nigdy nie zatracił się w sukcesie. Cormac McCarthy jest fantastycznym pisarzem i zawsze robił wszystko po swojemu. Jeśli mówimy o filmie, to Martin Scorsese. W mojej nowej powieści "Koniec warty" jedna z postaci mówi, że większość filmowców robi opowiadania, a Scorsese robi powieści.

Jaka książka w dzieciństwie była twoja ulubioną i co to mówi o tobie?
W wieku sześciu lat, moją ulubioną książką była "The 500 Hats of Bartholomew Cubbins" napisana przez Dr. Seussa. Pomysł był prosty: Wszystko co musiał zrobić to zdjąć kapelusz przed królem, ale za każdym razem gdy go zdejmował, pod nim znajdował się kolejny. Ostatecznie został aresztowany i mieli mu obciąć głowę. To był prawdziwy horror.

Co to mówi o tobie?
Prawdopodobnie, że byłem dziwnym, popapranym dzieciakiem.

Jaka książka jest twoją ulubioną teraz?
"The Hair of Harold Roux" Thomasa Williamsa, faceta, który już nie żyje. Czytałem hją cztery lub pięć razy. Opowiada o kilku dniach z życia Aarona Benhama, który pisze książkę o człowieku, który pisze książkę. To taki salon luster. Uwielbiam ją bo mówi prawdę o tym co ja rozumiem jako bycie pisarzem.

Jakie jest twoje nabardziej ulubione miasto na świecie?
Nowy Jork. To dlatego, że mogę się w nim odnaleźć. Jestem facetem ze wsi, a to świetnia "siatka". Jest tam coś do obejrzenia na każdej przecznicy - sklepy, małe restauracje. Zawsze znajdzie się dziwna starsza pani wędrująca z małym szczeniakiem. Architektura jest wspaniała. Możesz obejżeć każdy film jaki ci się zamarzy. Jest taki horror "Green Room" o zespole rockowym. Chciałbym go obejrzeć, ale u nas go nie grają. Gdybym był w Nowym Jorku mógłbym go zobaczyć.

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad zakupem mieszkania w Mieście i spędzania tam większej ilości czasu?
Kiedyś rozważaliśmy to razem z żoną. Ale dla mnie jest zbyt kulturalne. Nie chciałem przebywać wśród dużej ilości pisarzy. Na każdej przecznicy Nowego Jorku możesz natrafić na pisarza. Niektórzy z nich są na prawdę sławni. Pamiętam jak kiedyś, po napisaniu trzech książek,  poszedłem na przyjęcie pisarzy. Wszyscy tam byli pijąc drinki, a Irwin Shaw siedział w kącie, miał puszkę i był nieźle zawalony, cały czerwony na twarzy. Zmierzył mnie wzrokiem i powiedział: "O... jesteś zmakiem miesiąca". Po prostu się stamtąd wymknąłem. Nigdy nie rozważałem mieszkania tam na stałe, ale lubię tam zaglądać. To jak w piosence Johna Mellencampa: Nie mam aż tyle słomy w butach, aby nie wiedzieć co kto robi w wielkim mieście.

Czy jest jakaś rada na temat przemysłu wydawniczego, którą chciałbyś otrzymać gdy zaczynałeś?
Że nie zawsze musisz przystawać na radę redaktora. Czasami, niektóre rzeczy powinny zostać takie jak ty je widzisz. Uważałem, że każdy pisarz był mądrzejszy i zdolniejszy niż ja. To okazało się nieprawdą.

W którym momencie to do ciebie dotarło?
O Boże, to zajęło mi mnóstwo czasu. Miałem jakieś 45 lat. Mniej więcej w tym czasie napisałem "To", więc to okolice 1985 roku, kiedy książka przyszła do mnie z ogromną ilością poprawek i wycięć. Powiedziałem "Nie, te rzeczy zostają". Mój ówczesny redaktor, Allen Williams, powtarzał coś co powiedziałem: "Dzieciaki zrozumieją". I to była prawda.

Co robisz aby się zrelaksować?
Czytam, oglądam telewizję. Teraz jest za wiele telewizji - to jak przebywanie na Wyspie Rozkoszy w "Pinokiu". Gram też na gitarze. Raz na jakiś czas staram się nauczyć nowej piosenki. Nie jestem dobrym gitarzystą ani wokalistą, ale to mnie relaksuje.

Jesteś żonaty z Tabithą od 45 lat. Czego nauczyłeś się o związkach?
Najlepszą rzeczą czasami możesz zrobić to zamknąć gębę i pozwolić drugiej osobie zrobić coś co potrzebują zrobić. W małżeństwie potrzeba wiele uległości. I musisz też lubić drugą osobę. To bardzo pomaga.

Jak unikasz rozkojarzenia podczas pisania?
To kwestia nawyku. W większość dni piszę od 7:30 rano do południa. Wpadam w swego rodzaju trans. Najważniejsze to zdać sobie sprawę, że nie jest to najważniejsze w życiu.  Najważniejszą rzeczą w życiu jest bycie we właściwym miejscu dla rodziny, gdy ta cię potrzebuje, w nagłym przypadku itp. Musisz jednak wyciąć niepotrzebny szum tła. To oznacza zero Twittera. To oznacza, że nie zaglądasz na stronę Huffington Post żeby zobaczyć co dzisiaj kombinuje Kim Kardashian. Na to jest właściwy czas - dla mnie najczęściej zanim idę spać. Zwykle siedzę przed monitorem i jak zahipnotyzowany oglądam filmiki ze śmiesznymi psami i różnymi takimi.

Jaka rzecz w tobie wynika z tego, że masz Maine w sobie?
Właściwie to jestem wieśniakiem. Mam ciężarówkę z napędem na cztery koła. Przydaje się zimą, bo spora część dróg jest do bani.

Jaką największą naukę wyciągnąłeś z wydarzeń z 1999 roku, kiedy zostałeś potrącony przez samochów?
To, że można żyć z bólem i być produktywnym. Po jakimś czasie przyjmujesz rzeczy takimi jakie są. Żyjesz z nimi. Są rzeczy, które musisz robić. Ćwiczyć, nie przeciążać kości, które zostały połamane i właściwie nigdy się nie zagoiły. To wszystko staje się częścią tła twojego życia.

Czy podczas pierwszych kilku tygodni po wypadku zastanawiałeś się, czy dasz rade żyć z bólem?
Tak. To nie były pierwsze tygodnie - raczej pierwsze sześć miesięcy. W końcu ból zaczął się kumulować i wtedy mówisz sobie 'Jeśli tak to ma wyglądać przez resztę mojego życia, to wolałbym nie żyć'. I wtedy, po jakimś czacie, wykres opada i ból trochę ustepuje, a próg twojej akceptacji rośnie. W końcu się skrzyżują i tak wygląda twoje życie i to jest OK.

Co chciałbyś, aby ludzie powiedzieli kiedy odejdziesz?
Fajnie by było gdyby powiedzieli: "Pracował ciężko. Pozostawił bogate dziedzictwo powieści i robił dobre rzeczy dla społeczności". Poza tym, nie mam większych oczekiwać co do życia po życiu. Sądzę, że więcej przynależy piosenkarzom, tekściarzom i muzykom niż pisarzom.

Czy sądzisz, że za 50 lat ludzie będą czytali "Bastion"?
Byłoby fajnie. Mogą też czytać "Lśnienie". Mogą czytać "Miasteczko Salem". Uważam, że horrory i książki fantasy mają dłuższe życie niż inne gatunki kliteratury. Czasami wspominam wielkie bestsellery z czasów, gdy byłem dziciakiem, na przykład "Seven Days in May" i powieści Irvinga Wallace'a. Gdy wspominasz te imona widzisz zdziwione twarze. To dzieje się z większością pisarzy. Ludzie idą naprzód.

Jaka muzyka najbardziej cię porusza?
Pierwsza rzecz jaka przychodzi mi do głowy to piosenka Del Amitri zatytułowana "Always the Last to Know". Jest cholernie smutna. Jeśli mówimy o artystach to Jerry Lee Lewis, Eddie Cochran i inni faceci, którzy byli prawdziwymi rockmanami w latach 50-tych. Wanda Jackson - "Let's Have a Party". "Rocket 88" - facet [Jackie Brenston] śpiewał: "Everybody in my car's gonna take a little nip". Teraz nie jest to politycznie poprawne, ale uwielbiam to.

Uważasz, że Internet jest dobrem ludzkości czy jej upadkiem?
Ciężko powiedzieć. Dzisiaj rano potrzebowałem indiańskiego imienia. Uruchomiłem Firefoxa i znalazłem, boom, tak po prostu. Masz natychmiastowy research. Oznacza to, że nie musisz musisz szukać tego w książce, a czasami nie możesz dostać tej książki. Internet jest jak magiczna ósemka XXI wieku. Zawsze znajdziesz w nim odpowiedź. Nie zawsze będzie prawdziwa, ale zawsze ją znajdziesz.
Z drugiej strony, jako narzędzie utrwala polityczną poprawność. Trolle zawsze gdzieś tam są. Jeśli postawisz fałszywy krok, albo napiszesz coś co im się nie spodoba, zwalą się na ciebie jak tona cegieł. [Internet] jest intelektualną podporą dla wielu ludzi. Jeśli kiedykolwiek by się zepsuł, to na długi czas duża grupa ludzi stałaby się bezsilna.

Czy zawiodłeś się na swoim kraju niezwykłą popularnością Donalda Trumpa?
Jestem bardzo zawiedziony. Sądzę, że jest ostatnią nadzieją dla Amerykańskich mężczyzn, którzy uważają, że kobietywyszły poza wyznaczoną im rolę. On mówi głównie do takich ludzi. Trump jest tak popularny ponieważ ludzie chcieliby mieć świat, w którym nikt nie kwestionowałby faktu, że biała Ameryka ma rządzić światerm.

Czy uważasz, że może wygrać?
Widziałem sondaże, z których wynika, że Hillary Clinton prowadzi przed nim zaledwie 3 punktami procentowymi. Jeśli to prawda, to trzeba się cofnąć to chwili gdy jechał tą windą i ogłaszał swoją kandydaturę, a wszyscy myśleli, że do żart. Prasa uważała, że to żart. Rolling Ston uważał, że to żart. Jon Stewart powiedział: "Proszę, pozwólcie mu się ubiegać; jest najlepszym materiałem na żarty jaki kiedykolwiek mieliśmy". Teraz nikt się już nie śmieje.
Ze wszystkich kandydatów, którzy poazali się w tym roku, jedynie Hillary Clinton ma kwalifikacje do tej roboty. Przeciwko niej jest wiele uprzedzeń tylko dlatego, że jest kobietą. Będąc wychowanym przez samotną kobietę i będąc mężem kobiety, która ma sześć sióst - nienawidzę tego.

I na koniec, zauważyłem, że czarny charakter w twojej nowej książce "Koniec warty" leży w szpitalu w pokoju 217. Rozumiem, że nie jest zbiegiem okoliczności to, że ten sam numer miał nawiedzony pokój w "Lśnieniu".
Nie, to nie zbieg okoliczności. Prowadzi on bezpośrednio do Hotelu Panorama.
Aktualności ze światów Kinga
Social Media
MOJA KOLEKCJA NA SKRÓTY: