"Mroczna Wieża" - wywiad z Ronem Howardem i Brianem Grazerem

DEADLINE: Nie było łatwo, ale w końcu mamy "Mroczną Wieżę" z Nikolaj Arcelem za kamerą i Idrisem Elbą oraz Matthew McConaughey’em w rolach głównych.

RON HOWARD: Akiva Goldsman zagadnął mnie po raz pierwszy, gdy robiliśmy "Piękny umysł" i prawa [do "Mrocznej Wieży"] nie były dostępne. Wcześniej nad tematem pracował J.J. Abrams, ale potem Akiva powiedział, że JJ był zaangażowany w tak wiele projektów, że ten odpuścił. Zaczęliśmy rozważać jak mogłoby to wyglądać. Przeczytałem wszystkie powieści i rozbiłem je na części. Zaprezentował ten pomysł Stephenowi Kingowi, a rzeczą, z której możecie nie zdawać sobie sprawy jest fakt, że od początku chodziło o wprowadzenie Rogu Elda na samym początku. Wiedział, że to pozwoli nam wykorzystać elementy historii z książek w nowych kombinacjach, da pewną swobodę, która w połączeniu z wiernością esencji powieści, pozwoli na zmianę narracji bardziej na bardziej filmową.
To był nasz punk wyjścia, który rozpoczął cały proces. Wtedy też MRC [Media Rights Capital] i Modi Wiczyk zostali zaangażowani, a dyskusja się pogłębiła i skupiliśmy się na relacji Jake'a Chambera i Rolanda, która miała być centrum pierwszego filmu będąc jednocześnie podstawą uniwersum. Uprościliśmy fabułę, obniżyliśmy koszty, jednocześnie nadal wykorzystując wiele zmian strukturalnych wymyślonych przez Akivę (...)


DEADLINE: I wtedy znaleźliście reżysera

RON HOWARD: W momencie gdy  Akiva, Modi, Brian i ja mieliśmy się poddać, dołączył do nas Tom Rothman z Sony i to był ważny moment, który doprowadził nas do Nik'a [Nikolaj Arcel]. Dorastał z tymi książkami i uwielbia je.
To był naprawdę świetny wybór, pozwolił na podejście do opowieści w  humanistyczny i fajny sposób, koncentrując się na relacji Jake'a i Rolanda. Rozumiał jak to jest ważne i połączył się z tymi postaciami. Jest też silnym i oryginalnym filmowcem ze świetnym gustem. Razem, ze swoim współscenarzystą zajęli się przepisywaniem skryptu i Nik zrobił świetną robotę.


BRIAN GRAZER: Pracowaliśmy nad pomysłem 10 lat, ale w końcu znaleźliśmy idealny sposób na film. Jest ekonomiczny i zmusił nas to skupienia się na scenach, które były sercem historii. To wciąż wielki krajobraz, choć być może historia jest bardziej skupiona niż na początku planowaliśmy. No i mamy świetną obsadę w postaci Idris'a Elby i Matthew McConaughey'a.

RON HOWARD: Akiva Goldsman i Erica Huggins nigdy się nie poddali, a Stephen King był bardzo cierpliwy. Próbowaliśmy kolejnych wersji scenariusza, szukaliśmy współpracowników. W końcu stanęło na MRC, Modim i Tomie Rothmanie z Sony. Modi na serio wkręcił się w te książki i uważał się za 'Wieżo-głowego'. Nik Arcel robi świetną robotę jako reżyser. Pierwszego dnia byliśmy bardzo podekscytowani i jesteśmy bardzo zadowoleni z tego co widzieliśmy. Wierzyliśmy w to od długiego czasu.

DEADLINE: Rozważaliście wielu aktorów do roli Rolanda Deschain, który w książce Kinga opisany jest jako biały, niebieskooki rewolwerowiec. Idris Elba był niespodzianką, bo czytelnicy na podstawie książek wyobrażali go sobie całkiem inaczej.
RON HOWARD: W pewnym momencie byliśmy blisko realizacji z Javierem Bardem. Zawsze czułem, że istotą Rolanda było niekoniecznie klonowanie wizerunku Clinta Eastwooda, mimo, że zwykle był on modelem dla wielu wersji okładek książek. Bohater westernów grany przez Clinta w "Dobrym, złym i brzydkim", "Powieście go wysoko" i westernach Sergio Leone zainspirował młodego Stephena Kinga na początku. Osobiście nigdy nie czułem, aby wygląd był najważniejszy. Tak też uważał Stephen.
W tej iteracji, gdy zaczęliśmy myśleć o kandydatach [do roli], Idris wydawał się ekscytującą i dynamiczną możliwością. Idris wnosi tę kluczową kombinację zagrożenia, cichej charyzmy, złożoności i szlachetności oraz rodzaj ponadczasowej przebojowości. W moim odczuciu są to elementarne cechy Rolanda i uważam, że Idris prowadzi tę postać bardzo dobrze.
No i jest jeszcze McConaughey. Zawsze uważałem, że byłby świetnym Walterem.


DEADLINE: Człowiek w czerni

RON HOWARD: Pracowałem z nim raz, ale fanem byłem odkąd pojawił się na scenie. Podobnie Akiva, który napisał scenariusz "Czasu zabijania". Obaj uważaliśmy, że Matthew byłby świetnym wyborem, a kiedy się zgodził to było jak spełnienie marzeń. On z kolei wnosi kombinację diabelskiej amoralności wymieszanej z inteligencją i własnej logiki, której nieugięcie przestrzega. No i rodzaj ironicznego dowcipu, który wytrącał z równowagi czytelników i będzie tak samo oddziaływał na widzów. Nigdy nie wiesz czego się spodziewać po Walterze. Matthew w bardzo wyraźny sposób, miesza to wszystko z biegiem wydarzeń sunącym ku zbliżającej się fali przemocy i zagrożenia.

DEADLINE: Pierwotne plany były bardzo ambitne i zakładały trzy filmy oraz serial telewizyjny rozłożony pomiędzy nimi. Jak to wyewoluowało?

RON HOWARD: Nic się nie zmieniło. Część telewizyjną tworzymy właśnie teraz. Jeszcze nie wiemy na jakiej platformie miałaby się pojawić, ale tworzymy ją z nadzieją na więcej filmów, które będą obejmować epickie wydarzenia i powiązane postacie.
 
Wywiad dla portalu Deadline.
Aktualności ze światów Kinga
Social Media
MOJA KOLEKCJA NA SKRÓTY: