Luksusowy wehikuł strachu

Wstęga zostaje przecięta bez przemówień, bez reklamy i rozgłosu. Wchodzimy do galerii Stephena Kinga. Jest to galeria duża, bogata i malownicza, można w niej spotkać wampiry i wszystkie niemal potwory, których baliśmy się w dzieciństwie. Dziś poznamy pierwszą z kolekcji bestii, których istnienie fascynuje tego niezwykłego pod wieloma względami pisarza. Na imię jej  s z a l e n i e c.
 
#

King jest bez wątpienia królem horroru. I to tego horroru, który często pisze się przez duże „H”. W jego popularności, mierzonej liczbą kupionych egzemplarzy książek (a nie zmiennymi gustami krytyków) jest coś z fenomenu i coś ze swoistej perwersji. Fenomenu: bowiem okazało się. że możliwa jest literacka penetracja uczucia, które dzielą profesorowie i śmieciarze, studenci i emeryci, niepracujące żony (kategoria społeczna powszechna i wpływowa w Ameryce, a prawie nieznana w Polsce) i ich bardzo zajęci zarabianiem na życie mężowie. Perwersji: bowiem tym uczuciem jest STRACH. 

Zaś strach pozostaje emocją prawie nieznaną – to znaczy, nieopisaną. Jest uczuciem wstydliwym. Każdy z nas zna strach i każdy się przed nim broni, nikt jednak nie lubi i nie chce o nim mówić. Podobno to właśnie zdolność uświadomienia sobie nieuniknioności odczuwania strachu i bezradne próby bronienia się przed nim odróżniają człowieka od zwierzęcia Podobno to człowiek jest „par excellence zwierzęciem odczuwającym strach”, jeśli tak – horrory Kinga, zupełnie niezależnie od tego, czy nam się podobają, czy nie, mają pewne odległe od literatury walory poznawcze. Mogą nam (tak!) pomóc uświadomić sobie, dlaczego strach jest… ludzki. 

To ostatnie twierdzenie wymaga daleko idących wyjaśnień. Przecież zwierzęta (wydaje się, ze nawet przede wszystkim zwierzęta) boją się i strach (oraz sen) wypełnia całe ich życie. Strach (i ból) są czynnikami wspomagającymi i umożliwiającymi przetrwanie każdego gatunku. Każdy, kto kiedykolwiek uważnie obserwował zachowanie swego wiernego kundla mógł jednak zauważyć, ze strach zwierzęcy jest instynktowną reakcją na pojedynczy bodziec lub fakt: pies rzuci się na pijaka, bo jego niepewny chód uważa za sygnał zagrożenia, na innego psa, bo tak nakazuje mu instynkt przewodnictwa w nie istniejącym stadzie, nawet na pędzący samochód, bo coś, co przed nim ucieka, najwyraźniej ma do tego jakiś powód. Każdy kolejny pijak, kundel i mały fiat przeraża, więc budzi agresję. We własnym interesie psiaka próbujemy go tego oduczyć, budząc w nim inny, większy i bardziej bezpośredni strach – przed karą. Budujemy hierarchię strachu ucząc najlepszego z przyjaciół człowieka zasad wzajemnego współżycia. 

Człowiek jest myślącym zwierzęciem, a więc zna instynktowny strach przed nieznanym (i strach przed bólem). To, ze myśli, sprawia jednak, że boi się inaczej. Myślenie jest nieoddzielne od zdolności przewidywania i od wyobraźni, a jedno i drugie budzi w człowieku strach, który jest właściwy tylko jemu, strach związany z procesem myślenia, a więc niejako „racjonalny”. On właśnie jest bohaterem twórczości Kinga. 
 
#

Zacznijmy od wyobraźni, ponieważ jest ona właściwa człowiekowi jako jednostce, a więc stosunkowo łatwa do opisania. Wydaje się, że można obciążyć ją winą za pewną część typowo ludzkiego strachu To wyobraźnia przecież każe nam domyślać się, że kiedy nas nie ma (najprościej: kiedy śpimy) świat porusza się dalej, a więc, że na świecie istnieje także coś niezależnego od nas. Zgodnie z własnym wyznaniem, w którego szczerość nie ma powodu powątpiewać, sam King nie potrafił zasnąć z odkrytymi nogami ze strachu, że w ciemnym pokoju COŚ wypełznie spod łóżka i chwyci go za kostkę. „Gdy rozum śpi, budzą się upiory”. Duchy i wampiry żyją nocą, właśnie wtedy, gdy rozum śpi, a gdy nas „nie ma”, świat może się zmienić, może być inny – a więc groźny. Źródło strachu zawdzięczamy temu, ze potrafimy myśleć, jego mechanizm jest jednak biologiczny i zwierzęcy, upiory są groźne, bo nieznane Mitologie, ludowe legendy, baśnie próbowały racjonalizować ten strach, stwarzając zaludniające niesamowity krajobraz nocy stworzenia przyjazne, nieszkodliwe lub przynajmniej obojętne Odniosły tylko nieznaczny sukces. Gdybyśmy o północy spotkali krasnala, który przyszedł tylko po to, żeby nam posprzątać dom i tak moglibyśmy umrzeć na atak serca. Z pewnością nie potrafilibyśmy powiedzieć mu: „Cześć, może ci potrzymać śmietniczkę”. 

Wyobraźnia jest jednocześnie darem i przekleństwem. Większości ludzi umożliwia spokojne oczekiwanie następnego dnia tłumacząc im, że tym razem wszystko już będzie dobrze: nie spóźnisz się do pracy, nie pokłócisz z żoną, mężem lub dorastającym synem, skądś znajdą się jakieś pieniądze. „Nowy dzień, nowy dolar” – mówią Amerykanie. Świat może przecież w końcu stać się lepszy, a większość z nas lubi sobie wyobrażać, że wie, co to znaczy „lepszy”. Wyobraźnia jest też przekleństwem – bowiem stawia i ponawia nieustannie jedno pytanie, na które nigdy nie potrafimy udzielić odpowiedzi: co się ze mną stanie, kiedy mnie nie będzie? Nie jest to tylko proste pytania o sen. Jest to także pytanie o śmierć.

Zdolność przewidywania przyszłości ma u dwudziestowiecznego człowieka charakter społeczny. Pies czy chętniej opisywany pawian są również stworzeniami żyjącymi w hierarchicznie ukształtowanej grupie, zachowania człowieka nie reguluje jednak instynktowny egoizm psa czy pawiana Zwierzę pragnie przewodzić i jest to pragnienie instynktowne – przewodzenie w stadzie nie „ułatwia życia”, lecz umożliwia pełniejsze zaspokojenie instynktów (choćby przez bezpośredni dostęp do samic gatunku). Człowiek pragnie po prostu przeżyć i próbuje działać racjonalnie po to, by zwiększyć szanse przeżycia. Ruchy pokojowe, partie zielonych i obrońców środowiska kształtowane są przez ludzi, którzy „boją się za każdego z nas”. I ze strachu próbują zrobić coś konstruktywnego, choć najczęściej nie wiedzą, co. 
#

Życie w strachu jest więc „kondycją ludzką”. Strach towarzyszy nam od narodzin do śmierci. Racjonalizujemy swój strach: jednostkowy (astrologia podpowiada nam, że to, że się w ogóle urodziliśmy, nie jest żadnym tam przypadkiem) i społeczny (likwidacja broni i AIDS może być zapewne tymczasowym, ale na krótką metę skutecznym panaceum na strach). Tam, gdzie krzyżuje się strach świadomy i nieświadomy, jednostkowy i społeczny, racjonalny i biologiczny (zwierzęcy) wchodzi HORROR. Opisuje część naszych Strachów, wyolbrzymionych i przypisanych fikcyjnym postaciom. Daje nam chwilę wytchnienia, jest ucieczką i katharsis. King nie robi z tego tajemnicy. Wie, że jego pisarstwo jest eskapistyczne (zapominamy o własnym strachu poznając strach innych) i katarktyczne w tym przynajmniej sensie, że chociaż nie przestajemy się bać, możemy uświadomić sobie, czego najbardziej się boimy. 

Szaleniec Kinga to właśnie człowiek, w którym strach zabija wszystkie inne uczucia. „Ballada o celnym strzale”, przyczyna wszystkich poprzednich rozważań, może być oceniana różnie jako dzieło literackie (do tego zagadnienia przyjdzie nam jeszcze wrócić), jako swego rodzaju „esej” o formach odczuwania strachu jest bliska doskonałości. 

Skąd ta nieoczekiwana pochwała? Być może stąd, że jedną z podziwu godnych cech mężczyzny imieniem Stephen King jest umiejętność niejako instynktownego zrozumienia strachu, który odczuwa człowiek jako istota społeczna. Jeżeli mam pewne wątpliwości co do tego, czy popularność Kinga dałaby się przeszczepić na polski grunt, to wynikają one przede wszystkim z tego, że społeczeństwo, w którym dostają obłędu jego bohaterowie, różni się w pewnych nieznacznych szczegółach od społeczeństwa, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. 
 
#

By móc to lepiej wyjaśnić, przyjrzyjmy się poznanemu niedawno wariatowi imieniem Henry Wilson. Zawód – redaktor. Miejsce zamieszkania – Nowy Jork. O tych dwóch faktach nie wolno nam zapomnieć. 

Redaktor Henry Wilson mieszka w Nowym Jorku wcale nie przypadkowo. Środowisko, w którym się porusza jest środowiskiem całkowicie sztucznym: to mury, samochody, neony, biurowce powodują, że dostaje obłędu. Początki alkoholizmu i „genialne” opowiadanie, którego nie może opublikować, są tylko katalizatorami przyspieszającymi reakcję. Henry Wilson żyje w środowisku, które jest jednocześnie nieludzkie i doskonałe. Funkcjonuje ono praktycznie rzecz biorąc bezbłędnie: światła zawsze świecą, windy nigdy się nie psują, w kuchniach stoją mikrofalowe kuchenki, z sufitów patrzą „niesamowitym, purpurowym okiem” wykrywacze dymu. Ramą ludzkiej egzystencji wydaje się jakieś inne istnienie, celowe i nieludzkie. Co sprawia, że pralka zawsze pierze, że magnetofon gra; światło świeci, z kranu leci ciepła woda? SKĄD się wzięła i jaka jest ta tajemnicza siła, która sprawia, że wszystko wygląda właśnie tak, jak wygląda, że dzieje się właśnie tak, jak ma się dziać? 

Henry Wilson znajduje na to odpowiedź. Winna jest elektryczność. I to swego rodzaju PRAWDA, większość cudów, które istnieją wokół niego i które mają mu ułatwić życie działa dzięki elektryczności. Elektryczność istnieje wokół pana Wilsona zarówno wtedy, kiedy wiedzie mu się dobrze jak i wtedy kiedy wiedzie mu się źle. Świat cywilizacyjnych cudów, o który my zaledwie się ocieramy, jest już dla niego światem samym w sobie, jest światem bezbłędnym, strasznym właśnie dzięki swej bezbłędność obcym. Jeśli wszystko działa celowo i doskonale, to za tym działaniem coś się musi kryć, musi powodować je jakaś sprawcza siła. Elektryczność staje się tą siłą. 

To prawda, świat cywilizacyjnych cudów jest tak obcy i obojętny, ze niektórzy – i prawie do końca sam Henry Wilson – po prostu go me zauważają. Przywykli do mego, widać nie budzi strachu. Dopóki wszystko w naszym świecie dzieje się mniej lub bardziej normalnie, dopóki stosunki miedzy dwoma światami nie zmieniają się, są takie, do jakich przywykliśmy. Cóż jednak robi człowiek słaby, podatny, o podwyższonej wrażliwości, jeśli mu się coś nie uda, jeśli rzuci go żona, jeśli straci prace i będzie musiał zawieść kogoś. Kogo uważa za przyjaciela potrzebującego pomocy? 

Szuka winnego. I zawsze go znajduje Jeśli wokół wszyscy mają równe szanse, a niektórym się powiodło, jeśli nie można się przyznać, że jest się gorszym, głupszym i pechowym (a każdemu zwłaszcza Amerykaninowi, ciężko się do tego przyznawać) winna może być na przykład ELEKTRYCZNOŚĆ. Tak, ale elektryczność to pojęcie abstrakcyjne – trzeba zwrocie uwagę i na to, że przedmioty codziennego użytku, telewizor, kuchenka lub  maszynka do golenia raz „wyłączone” przestają już straszyć redaktora Wilsona. Symbolem jego szaleństwa jest kuchenka mikrofalowa i wykrywacz dymu, przedmioty, które u progu lat siedemdziesiątych były w USA taką nowością, jaką dziś byłyby u nas. Pan Wilson wariuje bojąc się w gruncie rzeczy cywilizacji. 

A może raczej ruchu cywilizacji, który nazywamy postępem i który stawia nas wobec coraz to innego nieznanego? Rzecz charakterystyczna – po jakże konwencjonalnych zabiegach bohater Kinga wsiada do samochodu zapala ŚWIATŁA, włącza RADIO i rusza w drogę. Samochód jest mu tak dobrze znany, że nie należy do strasznego, obcego świata. Człowiek kontroluje samochód i włada nim, mniej więcej pojmuje, jakim cudem TO jedzie, a poza tym samochód lubi się psuć pod każda szerokością geograficzną i dzięki temu jest zrozumiały. 
 
#

Nikt z nas me mógłby zwariować tak, jak Henry Wilson. U nas psują się pralki i kuchenki, od czasu do czasu napięcie w sieci spada tak ze telewizor przestaje działać sam z siebie, brak ciepłej wody, benzyny i nikt nie oglądał kuchenek mikrofalowych (chyba ze na dalekich wakacjach). Otaczający nas świat techniki n i e jest straszny, ponieważ j e s t zawodny Znamy inne, bardziej „bezpośrednie” lęki, strach cywilizacyjny jest nam jednak całkowicie obcy. 

Wydaje się, że szaleństwo Rega Thorpe łatwiej przyszłoby nam zrozumieć. Jeśli był on tak genialny, jak o tym zapewnia King, ma niejako z definicji prawo każdego wybitnego człowieka do lekkiego świra Jako pisarz ma także prawo do skoncentrowania tego „świra’” na maszynie do pisania (diabeł malarza mieszkałby zapewne w tubie farby lub pudełku na pędzle) Pisarz ma prawo wymyślić sobie „elfa”. Nie ma natomiast prawa do strzelania z rewolweru do dzieci. 

Postać Rega Thorpe nie jest tak konsekwentna na jak narratora Henry Wilsona. Thorpe przegrywa próbując nadążyć za swym sukcesem, a raczej bojąc się, że za nim nie nadąży. Ten strach twórcy wynikający z konieczności natychmiastowego wykorzystania własnego sukcesu, jest dla nas obcy. Jeżeli interesujemy sie Thorpern, to częściowo z wyraźnie podanej przez autora sugestii, że jego zachowaniu jest „wzorcowe’ i każdy twórca, który odniósł sukces rynkowy, prędzej czy później źle skończy Słuchamy opowieści, a kątem oka patrzymy na „młodego pisarza”, w którym domyślamy się portretu Kinga i czekamy, kiedy rzuci się na swą „młodą żonę”. Nic takiego oczywiście nie następuje, ale to nasze oczekiwanie wykracza nawet poza ramy opowiadania. „Zamknęli drzwi przed otaczająca ich nocą”, zapewne zgasili też światło i noc (cokolwiek słowo to znaczy) w końcu ogarnęła ich miękką falą… CDN. 

Thorpe pozostaje jednak postacią nieukształtowaną. King prosi nas o to, byśmy uwierzyli, ze jest kolejnym wcieleniem mitu szalonego artysty Można uwierzyć, można nie i tylko on sam mógłby nam w tym pomóc. 

„Ballada o celnym strzale”, z pewnością jeden z najbardziej przejmujących utworów Kinga, jest jednak dziełem niekonsekwentnym. Czujemy się straszeni z kilku różnych stron, co powoduje niekorzystne rozproszenie uwagi. Obserwujemy strach Wilsona przed cywilizacją, Thorpe’a przed uwarunkowaniami kulturowymi, w które wpisał się „Postaciami z podziemia”, Jane Thorpe przed szaleństwem męża – zabrakło siły, która mogłaby stworzyć z tego jedną, spójną całość. Narrator się zmienia najważniejszy fragment historii jest relacją Jane Thorpe, którą cytuje redaktor. Opowiadanie jest niejednorodne nawet stylistycznie: spokojna narracja redaktora przechodzi w histeryczny i niezbyt udany „monolog wewnętrzny”, a przecież skierowany do publiczności. Pytania, którymi przerywana jest opowieść, nie charakteryzują osób, nazwanych od ról, których me udało im sie odegrać Zbył wiele podane jest w nim „na wiarę”. Gdybym był redaktorem, skróciłbym „Balladę o celnym strzale’ o jakieś dwieście słów, przede wszystkim o ten fragment, w którym streszczone jest opowiadanie Thorpe’a i ten w którym redaktor mówi, że utonęło w jego samochodzie i znikło bez śladu. Kazałbym czytelnikowi wierzyć, że to, co czyta, jest tym, przy czym wariował pisarz… odrobina jakże przydatnej w literaturze sofistyki. 
 
#

Dobrych rad potrafi udzielić każdy „Ballada o celnym strzale” taka, jaka jest, wywiera spore wrażenie. Odbija także i nasze lęki, choć nie wszystkie. Jest wehikułem strachu zbyt luksusowym, byśmy mieli go brać najzupełniej poważnie. Jako czytelnicy jesteśmy z góry postawieni w niekorzystnej sytuacji niczym Philip Marlowe, który patrząc na Rolls Royce’a pomyślał: „Chyba ktoś dla kawału zmontował taką gablotę”. No ale przynajmniej wiemy, ze Rolls Royce’y istnieją i jak (mniej więcej) wyglądają. Jako typowy przykład paperbackwntera King nie stara się także być zbyt eleganckim, wolno wiec mieć nadzieję, że i my znajdziemy w jego opowiadaniu coś najzupełniej zrozumiałego. Być może nie wszyscy weźmiemy je poważnie, może nie u wszystkich czytelników zwykły horror wzbudzi ochotę do egzystencjalnych przemyśleń, ale wszyscy będziemy umieli w każdym razie ocenić narracyjne zdolności tego pisarza. To one są przecież odpowiedzialne za miliony egzemplarzy jego książek krążących wśród czytelników z całego świata, te zdolności on sam także ceni najwyżej. 

To prawda, pisząc o sobie lubi wspomnieć Faulknera i Dostojewskiego. ale tę odrobinę jakże zrozumiałej próżności możemy mu wybaczyć za to, że nas straszył i bawił. Jako twórca na masowy rynek osiągnął wszystko, co mógł osiągnąć i jeśli teraz zdecyduje się na stworzenie arcydzieła nie grozi mu już poddasze i głód zimą. Inna rzecz czy talent dopisze. Kto wie? Pod pseudonimem Richard Bachman zdołał King wydać te książki, których mu kiedyś nie przyjęto do druku. W jednej z recenzji napisano o nich: „Tak mógłby pisać Stephen King, gdyby w ogóle umiał pisać”. Może więc ma on rzeczywiście do zaoferowania coś więcej niż tylko walory fabuły?
Krzysztof Sokołowski
 
Artykuł, który ukazał się w magazynie Fantastyka 1/88. Jest też dostępny na blogu autora lapsuscalami.pl
Powiązane
Fantastyka 1/1988
Aktualności ze światów Kinga
Social Media
MOJA KOLEKCJA NA SKRÓTY: