22.11.63

11-22-63 - recenzja

Serial "22.11.63" toczy się wokół jednego z najważniejszych wydarzeń we współczesnej historii Stanów Zjednoczonych: udanego zamachu na prezydenta Johna F. Kennedy'ego. Pomimo tego, że zamach miał miejsce ponad 50 lat temu, nadal budzi w Amerykanach dużo emocji, jest tematem wielu publikacji historycznych i teorii spiskowych. Na kanwie tych wydarzeń zbudowano wiele filmów (m. in. doskonały "JFK" Olivera Stone'a) czy produktów popkulturowych (np. komiks "Strażnicy - Początek: Komediant"). Stephen King krążył wokół tego tematu wielokrotnie, a sam pomysł na podróż w czasie, której celem byłoby powstrzymanie zamachu narodziła się już w 1973 roku (historię pomysłu opisałem w artykule "'Dallas ‘63' – od pomysłu do serialu").

Książka wydana w 2011 roku została bardzo dobrze przyjęta przez czytelników. Dość szybko pojawiły się też informacje o planowanej adaptacji, jednak przez dłuższy czas brakowało konkretnych działań. Ale oto jest – mamy serial w gwiazdorskiej obsadzie oraz pełnym błogosławieństwem (i zaangażowaniem) samego autora. A jak przekłada się to na jakość?

Serial ma osiem około godzinnych odcinków, przy czym pierwszy jako wstęp jest nieco dłuższy i czasem określany jako "dwuodcinkowa premiera". Osiem odcinków wydaje się w dzisiejszych czasach dość nietypowe, bo seriale zwykle mają 10,12 lub około 24 odcinków. Jednak "22.11.63" nie jest serialem jak większość, bo powstał dla stacji Hulu, która swoje produkcje udostępnia w streamingu online. Producenci dostali wolną rękę, mogli dopasować produkcję do swoich artystycznych wizji, nie musieli nawet trzymać się sztywnych ograniczeń co do długości pojedynczego odcinka, czy bloków reklamowych. Pozwoliło to im odpowiednio ułożyć punkty kulminacyjne bez konieczności nadmiernego cięcia czy rozciągania fabuły. Samemu serialowi wyszło to na lepsze.

Ocena samej adaptacji książkowego materiału budzi kontrowersje. Z jednej strony można wysnuć ocenę, że twórcy puścili wodze fantazji, a King nie dał im "po łapkach". Wykreślili kilka fragmentów, które były wręcz uwielbiane przez czytelników - wymienię dwa najważniejsze: wizytę Jake'a w Derry oraz szkolny konkurs taneczny w Jodie, a dodali od siebie kilka nowych rzeczy – na przykład karaluchy w pierwszym odcinku. Dość mocno został też zmieniony wątek Człowieka z żółtą kartką, który w książce pełnił zupełnie inna rolę niż w serialu, a postać Billa Turcotte, który w książce jest n-planową postacią, urosła do kluczowej drugoplanowej roli. Te (i inne) ingerencje w uwielbianą książkę sprawiły, że część czytelników trochę narzekała. 
Jeśli jednak spojrzymy na to ze strony osób, które nie znały książki, które nie czytały innych powieści Stephena Kinga, to zmiany te nie miały dla nich znaczenia. Dla nowych w temacie, ważny jest serial i to co w nim pokazano.

Technicznie serial prezentuje się znakomicie. Klimatyczna czołówka (przyjrzyjcie się uważnie, bo poszczególne elementy zmieniają się z odcinka na odcinek), do której muzykę napisał J.J. Abrams wprowadza nastrój zagadki. Lata 60-te XX wieku pokazane są rewelacyjnie i nie jest to tylko moja opinia, bo co ja mogę o tym wiedzieć, ale są to opinie widowni amerykańskiej, której część jeszcze pamięta tamte lata. Odtworzono stroje, scenografię małych miasteczek, wykorzystano muzykę z tamtych lat (a nie przeróbki) oraz mnóstwo przepięknych samochodów. Jeśli chodzi o kluczową scenę zamachu, to nakręcono ją w oryginalnej lokalizacji w Dallas odtwarzając niemal idealnie (chociaż mam wrażenie, że w szerokich ujęciach było trochę mało ludzi).

Fabularnie niby wszystko gra, a główna fabuła pozostała bez zmian. Podobnie jak w przypadku książki, zawiodą się ci, którzy liczyli na serial o samym zamachu. Wydarzenia z tytułowego 22 listopada 1963 roku są jedynie tłem historii Jake'a i jego losów w latach 60-tych. Powstrzymanie zamachu jest jego celem, a nie główną fabułą. Oczywiście nie jest tak, że zamach pojawia się ni stąd ni zowąd, bo zadaniem Jake'a nie jest powstrzymanie domniemanego strzelca Lee Harveya Oswlada, ale powstrzymanie zamachu. Wspominałem już o licznych teoriach spiskowych i tu właśnie widać ich wpływ na fabułę. Zarówno Jake jak i Al Templeton, który zleca mu misję, nie są pewni, czy to rzeczywiście strzelał Oswald, a nawet jeśli on, to czy był samotnym strzelcem. Jake przenosi się do 1960 roku więc ma 3 lata na upewnienie się kto tak naprawdę pociągał za spust. W tym celu wraz ze swoim pomagierem Billem Turcotte (to jest właśnie ten rozbudowany na potrzeby serialu wątek) obejmuje Oswalda obserwacją.

Jednocześnie Jake układa sobie życie. Pracuje jako nauczyciel w małym miasteczku niedaleko Dallas, gdzie poznaje Sadie, w której się zakochuje. Wokół trójkąta Bill - Jake – Sadie toczą się wszystkie ważne wydażenia i wątek osobisty głównych bohaterów. Na Billa wpływ mają tragiczne wydarzenia z dzieciństwa, a Sadie zmaga się z mężem, od którego odeszła. Im bliżej finału, tym bardziej do Jake'a dociera, że po zakończeniu misji, będzie musiał podjąć decyzję dotyczącą przyszłości swojego związku z Sadie.

Wspomniałem już o licznych zmianach w odniesieniu do książki. Twórcy zdawali sobie sprawę z tego, że fani twórczości Kinga będą zawiedzeni. Udało im się jednak znaleźć sposób na tę wąską grupę widzów (w porównaniu do całej widowni serialu): nawiązania. 
Nawiązania są charakterystycznym elementem twórczości Kinga. To one mnie "kupiły" jako czytelnika i zrobiły ze mnie fana. Łączenie kolejnych powieści i opowiadań siecią bohaterów, miasteczek czy wydarzeń spowodowało powstanie ogromnego świata, który można zwiedzać na wiele sposobów. Twórcy serialu dokonali swoistej wymiany: zabrali kilka ważnych dla fanów Kinga wątków, ale wpletli w serial mnóstwo mniejszych i większych nawiązań do jego twórczości (opisałem je w artykule: "Serial '22.11.63' – nawiązania do innych utworów Kinga"). Może i wymiana nie była równa, ale na pewno satysfakcjonująca, tym bardziej, że jeszcze przed premierą podkreślano, że nawiązań jest bardzo dużo, a do ich poszukiwań zachęcał sam autor powieści.

James Franco przedstawiany jest jako bardzo zdolny i popularny aktor. Bez wątpienia jest najbardziej znanym aktorem występującym w serialu, ale okazało się, że całe "przedstawienie" skradła Sarah Gaddon wcielająca się w Sadie Dunhil. Aktorka okazała się strzałem w dziesiątkę i niemal w każdej rozmowie na temat serialu, rozmówcy, a przynajmniej męska ich część, wzdychali mówiąc, że mogliby się w niej zakochać. Sadie jest piękna, perfekcyjnie zagrana i napisana. Budzi sympatię i łatwo się z nią utożsamiać. Wielki finał w ostatnim odcinku zbudowany jest właśnie wokół Sadie i muszę przyznać, że takie rozwiązanie bardzo przypadło mi do gustu. 

Świetnie wypadł też duet Daniela Webbera i Lucy Fry wcielających się w Lee Harveya Oswalda i Marinę Oswald. Webber niemal wszedł w skórę Oswalda, jego sztywna sylwetka i zawzięty wyraz twarzy idealnie pasują do granej postaci. Zabrakło trochę analizy przyczyn jego drastycznych poglądów, ale przecież to nie film o Oswaldzie. Z kolei Lucy Fry świetnie wcieliła się w kobietę, która z miłości uciekła do obcego kraju nie znając nawet języka, a jak się później okazało, nie znając mężczyzny za którego wyszła. Napięcie pomiędzy tą dwójką rośnie od pierwszych scen i jest dokładnym odzwierciedleniem napięcia budowanego w całym serialu.

Najbardziej kontrowersyjną postacią serialu jest Bill Turcotte grany przez George'a McKay'a. Jak już wspomniałem, jego rola została znacznie rozszerzona przez twórców serialu. Stał się pomocnikiem Jake'a jednocześnie rozwiązując problem narracji związany z faktem, że w książce większość wydarzeń opisywana była z perspektywy samotnego Jake'a. Chcąc uniknąć sztucznej narracji czy Jake'a mówiącego do siebie, scenarzystka i producentka Bridget Carpenter, znacznie rozbudowała tę postać. Rozwiązanie to sprawiło, że Bill stał się jedną z ważniejszych postaci w serialu, bo przez dłuższy czas jako jedyny znał motywację Jake'a i prawdziwy cel jego zadania. Prostota i słabość jego charakteru sprawiła, że uczucia części widzów w stosunku do niego ewoluowały z ostrożnej sympatii do drastycznego rozdrażnienia lub wręcz nienawiści. Bill jest chyba najbardziej dramatyczną postacią w serialu, nie tylko ze względu na wspomniane wydarzenia z przeszłości, ale ze względu na złudne nadzieje na lepszą przyszłość. George McKay poradził sobie z trudną postacią. Jego trochę chaotyczna gra dobrze współgrała z niestabilną psychicznie osobowością Billa.

Wspomniałem już krótko James'a Franco i celowo pozostawiłem krótka charakterystykę postaci Jake'a na koniec. Kiedy było już wiadomo, że to on wcieli się w podróżnika w czasie byłem bardzo zadowolony. Nie jestem fanem jego roli w serii "Spider-Man", ale bardzo podobała mi się jego nietypowa rola w "127 godzin". W pierwszych odcinkach nie miałem mu nic do zarzucenia. Może byłem zauroczony światem pokazanym w serialu jednak to chyba nie to, bo przecież w pierwszych dwóch epizodach, to Jake jest najważniejszy. Tym większym zaskoczeniem dla mnie była zmiana mojego podejścia do jego roli: im bardziej serial zbliżał się do finału tym bardziej mi nie pasował. Co więcej, nie potrafię sprecyzować co było przyczyną moich odczuć. Jake, grany przez Franco, spędza 3 lata przygotowując się do powstrzymania zamachu. Najważniejszymi postaciami w jego życiu są Sadie, którą przez większość serialu okłamuje, oraz Bill, którego pomimo blizn z przeszłości świadomie pozostawia samego sobie. W pewnym momencie zaczynamy sobie zadawać pytanie jak to się skończy… Co Jake zamierza zrobić gdy już uda mu się zapobiec zamachowi? Czy pozostanie w latach 60-tych? Czy wróci do swoich czasów, a jeśli tak to czy będzie próbował zabrać ze sobą Sadie i Billa. W pewnym momencie Bill wprost pyta go o taką możliwość, ale Jake wymiguje się od odpowiedzi. W podobny sposób postępuje z Sadie, tym razem miło przypominając, ze nie powinna wypytać o przyszłość, bo "to niebezpieczne". O ile postępowanie z Sadie mógłbym zaakceptować, bo Jake rzeczywiście mógł się o nią martwić, to jego całkowite bagatelizowanie Billa bardzo mi nie odpowiadało. Tu najbardziej objawiła się pułapka, w którą wpadli twórcy tworząc tę nie mająca odzwierciedlenia w książce relację: po prostu Jake nie był szczery wobec Billa, a to wpływa na ocenę głównej postaci serialu. Ten wątek nie mógł skończyć się dobrze i rzeczywiście koniec był tragiczny. Być może właśnie to sprawiło, ze podświadomie moja sympatia do Jake'a malała i przełożyło się to na krytyczną ocenę roli James'a Franco. A może tylko się czepiam?

W pewnym momencie, już po zakończeniu emisji, wypłynęła informacja, że rozważano ciąg dalszy serialu - drugi sezon. Informacja okraszona została kilkoma wypowiedziami Stephena Kinga sugerującymi, że pomysł jest przez niego akceptowany, jednak szybko została zdementowana. Drugiego sezonu nie będzie – możemy odetchnąć. Udało się uniknąć losu serialu "Pod kopułą", którego największą wadą było rozdmuchanie pomysłu do absurdalnych rozmiarów.

Serial ogląda się bardzo przyjemnie, a jeśli lubicie klimaty Stanów Zjednoczonych lat 60-tych, stare samochody i macie trochę wolnego czasu to na pewno spodoba się i wam. "22.11.63" jest jedną z niewielu adaptacji serialowych prozy Kinga, które ogląda się dobrze zarówno fanom jego twórczości jak i zwykłym kinomanom nieczytającym książek. Moje czepialstwo jest w zasadzie symboliczne, a część tych argumentów została już poruszona, bądź pojawiła się, podczas nagrywania podcastu dla Radia SK (zachęcam do wysłuchania). Osobiście mam nadzieję, że dobre wyniki i duże zainteresowanie serialem odbudują trochę dobre imię adaptacji telewizyjnych twórczości Stephena Kinga. Mam też nadzieję, że serial pokaże innym twórca właściwą drogę postepowania z materiałem książkowym co przełoży się na dobre seriale i filmy.
Aktualności ze światów Kinga
Social Media
MOJA KOLEKCJA NA SKRÓTY: