19.06.99 – dzień, który zmienił wiele

W życiu każdego człowieka zdarzają się momenty, które ważą na dalszych jego losach. Najczęściej związane są z wyborem szkoły, zawodu, towarzysza życia i te najczęściej mają wpływ na jakość życia, a podejmowane mogą być świadomie i po głębszym przemyśleniu. Są jednak takie, które decydują o naszym być albo nie być, a decyzję trzeba podjąć szybko... czasami wręcz instynktownie, bo to czy lekko uchylimy się w lewo czy w prawo może zdecydować o życiu lub śmierci.

Stephen King jest człowiekiem nawyków. Jak sam często powtarza w wywiadach, jego dzień podporządkowany jest temu co najbardziej lubi i czemu poświęcił życie: pisaniu.
"Budzę się, jem śniadanie. Idę na pięciokilometrowy spacer. Wracam, zamykam się w gabinecie, gdzie trzymam rękopis. Na wierzchu leży ostatnia strona, do której nie miałem zastrzeżeń. Zaczynam czytać i po chwili, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zagłębiam się w inny świat. Potem piszę przez jakieś dwie godziny, następnie poprawiam, co napisałem, a gdy już wszystko mi się podoba, drukuję stronę i odkładam na kupkę." 
Plan dnia może wymusić zmianę kolejności, ale poszczególne czynności zawsze będą miały miejsce. I tak 19 czerwca 1999 roku około godziny 16:00 wyruszył na popołudniowy spacer z książką w ręku. Na biurku w gabinecie pozostawił niedokończoną książkę o pisaniu. W ostatnim czasie planował powrócić do niej, a nawet wypunktował sobie tematy, które chciał w niej jeszcze poruszyć.

Tego dnia spacer się opóźnił, bo wcześniej tego dnia King odwoził młodszego syna Owena na lotnisko. Ostatni okres był dla pisarza bardzo ważny, kilka miesięcy wcześniej urodził się jego pierwszy wnuk, a ostatnie dni spędził z całą rodziną w komplecie z okazji zbliżającego się dnia ojca. Tej soboty, po powrocie z lotniska urządził sobie małą drzemkę, a po przebudzeniu sięgnął po książkę Bentley’a Little i wyszedł na codzienny sześciokilometrowy spacer.

Jako człowiek nawyku, Stephen King chodzi tymi samymi ścieżkami. Trzy czwarte jego stałej trasy przypada na trakty i ścieżki leśne, ale ostatnie półtora kilometra to pobocze Drogi numer 5 pomiędzy Bethel i Fryburg. King przemierza tę drogę każdego dnia i zna ją niemal na pamięć. Droga ma krótkie podejście na niewielkie wzgórze "na którym pieszy idący na północ praktycznie nie widzi, co nadjeżdża z przeciwnej strony" .

Z przeciwnej strony jechała niebieska furgonetka marki Dodge, a za jej kierownicą siedział 42 letni Bryan Smith. Od 1979 roku Smith był inwalidą na skutek wypadku, w którym uczestniczył. Żył samotnie utrzymując się z renty i dorywczej pracy jako stolarz. Cały czas brał leki przeciwbólowe, chodził o kulach. Zaledwie przez ostatnie 10 lat zaliczył 11 wyroków za szybką jazdę, nie zatrzymanie się do kontroli i jazdę pod wpływem alkoholu. 
 
Dodge Caravan

Smith jechał samochodem z pobliskiego sklepu, do którego wyskoczył po kilka batonów Mars. W przenośnej lodówce wiózł też mięso, a jeden z jego rottweilerów zaczął się do niej dobierać. Smith odwrócił się do Pociska (tak nazywał się pies, drugi do pary wabił się Pistolet) tracąc z oczu drogę właśnie w momencie gdy wjeżdżał na wzgórze. Odganiając jedną ręką psa od lodówki, drugą kręcił kierownica to w jedną to w druga stronę, zjeżdżając samochodem na pobocze, którym spacerował pisarz.

King dokładnie zapamiętał tę chwilę, zapamiętał nawet o czym pomyślał w tym momencie:
"Nie jechał szosą, lecz poboczem. Moim poboczem. Miałem zaledwie trzy czwarte sekundy, by to dostrzec; akurat dość, żeby pomyśleć: ‘Boże, zaraz wpadnie na mnie szkolny autobus!’. Zacząłem odwracać się w lewo. Potem mam lukę w pamięci." 
Ułamek sekundy, instynktowne uchylenie się w lewo, zadecydowały o życiu i śmierci. Smith sądził, że uderzył małego jelenia, ale zatrzymał się. Na siedzeniu obok leżały zakrwawione okulary pisarza i wtedy dotarło do niego, że to co poleciało 14 stóp i wylądowało w rowie to nie jeleń, ale człowiek. Smith opuścił miejsce wypadku by wezwać pomoc, ale zaraz potem wrócił żeby zaczekać wraz z ofiarą na ratowników. King na chwilę odzyskał przytomność tylko po to aby usłyszeć jedną z prawd życiowych nieszczęśliwego kierowcy: "Rany, mieliśmy obaj naprawdę gówniane szczęście". Smith twierdził, że po odzyskaniu przytomności, pisarz go przeprosił za kłopoty i za to, że szedł za blisko drogi. 

King kilkakrotnie tracił i odzyskiwał przytomność. Zapytał ratownika medycznego czy może zapalić papierosa, a na pytanie do którego szpitala chciałby trafić wybrał Northern Cumberland w Bridgeton. Na pytanie czy przeżyje, ratownik zapewnił go że tak. Kiedy osiem tygodni po wypadku King zadzwonił do niego i wtedy Paul Fillebrown przyznał się, że wcale nie był tego pewien:
"(...)kiedy zobaczyłem, jak leży pan w rowie, i przekonałem się, jak rozległe są pańskie obrażenia, zwątpiłem, że dotrze pan żywy do szpitala. Ma pan szczęście, iż wciąż jest pan z nami." 
Jeszcze przed transportem do szpitala, na prośbę ratownika próbuje poruszyć palcami u nóg:
"- Moje palce... Czy się poruszyły? - pytam Paula Fillebrowna. Odpowiada, że tak. Bardzo wyraźnie. - Przysięga pan na Boga? - pytam ponownie. I on chyba przysięga." 
Już w karetce okazuje się, że trzeba przeciąć obrączkę, którą nosi na prawej dłoni. Za tym też kryje się historia. W czasie gdy oświadczał się żonie nie miał za dużo pieniędzy, a tani zestaw obrączek kosztował go niecałe 16 dolarów i jedną z nich od zawsze nosił na lewej ręce. Ta na prawej, znacznie droższa, była prezentem od żony na 12 rocznicę ślubu. Ta tańsza przetrwała w całości, droższa została przecięta i zdjęta z puchnącej dłoni.

W szpitalu stwierdzono, że obrażenia pisarza przekraczają możliwości placówki. Miał długą ranę na głowie, nogę pod kolanem złamaną w dziewięciu miejscach, prawe kolano rozszczepione na pół, złamane cztery żebra, otwarte złamanie kości udowej, złamaną panewkę kości biodrowej prawej, a od kręgosłupa odłupane fragmenty w ośmiu miejscach. No i jeszcze liczne otarcia skóry do żywego mięsa.

Wezwano helikopter transportu medycznego, aby przenieść go do Centrum Medycznego Środkowego Maine w Lewiston. Już w drodze okazało się, że zapadło mu się płuco i trzeba założyć dren aby odprowadzić gromadzący się płyn.

W krótkim czasie, King przeszedł pięć operacji nogi, która została poskładana i wzmocniona tzw. śrubami Schanza. 25 czerwca zrobił pierwsze kroki, po których się rozpłakał, a dwa dni później rozpoczął rehabilitację. W dniu niepodległości, 4 lipca, zdołał wysiedzieć na wózku wystarczająco długo aby obejrzeć pokaz fajerwerków.

Do domu wrócił 9 lipca, ale nie znaczy to, że było z nim lepiej. Przez ten krótki okres czasu schudł około 20 kilogramów, faszerowany był lekami przeciwbólowymi. Codziennie był "torturowany" ćwiczeniami rehabilitacyjnymi i nadal nie mógł zginać prawej nogi w kolanie.
 
Stephen King - po wypadku (1) Stephen King - po wypadku (2)

Podczas tych trudnych i bolesnych dni, pisarz wielokrotnie zastanawiał się czy jeszcze będzie mógł pisać. Pięć tygodni po wypadku wrócił do pisania, ale nie było to proste. Wytrzymał zaledwie 100 minut zanim ból zwyciężył. Efektem pracy było pięćset słów, które "wyglądało wyjątkowo koszmarnie - zupełnie jakbym nigdy w życiu nie napisał jednego zdania.
"Na początku to wyglądało jakbym robił to pierwszy raz w życiu, to było jak zaczynanie wszystkiego od początku (...) Był ta jedna paskudna chwila kiedy pomyślałem, że nie mogę tego zrobić, że już nie wiem jak to robić." 
W sierpniu przeszedł kolejne operacje, rehabilitacja postępowała do przodu i coraz więcej pisał... tak wrócił do życia.

Pod koniec września zakończył się proces Bryana Smitha. Został on skazany za "niebezpieczną jazdę" na 6 miesięcy w zawieszeniu i utratę uprawnień do prowadzenia pojazdów na jeden rok. King zaakceptował wyrok, choć trzeba przyznać, że biorąc pod uwagę okoliczności i nonszalancję kierowcy, nie była ona wysoka.

King postanowił wykonać ruch uprzedzający i złożył Smithowi ofertę odkupienia pechowego samochodu za 1500 dolarów. Nie chciał, aby samochód trafił w ręce jakiegoś psycho fana. W pewnym momencie wpadł na pomysł, aby wykorzystać samochód dla dobrych celów i wystawić na aukcji dobroczynnej możliwość okładania samochodu kijem baseballowy, ale żona wybiła mu to z głowy. Samochód został zezłomowany.
 
Dodge Caravan (2)

Początkowo podjął pracę nad dokończeniem "Jak pisać". Kilka dni przed wypadkiem opracował konspekt zakończenia książki. Okulary, z których korzystał przy pracy miały nowe oprawki, ale szkła pochodziły z pary, które wylądowały na przednim siedzeniu furgonetki Bryana Smitha. 

W listopadzie zdjęto metalową konstrukcję stabilizującą kości jednak nadal nie mógł chodzić. Według lekarzy na ostateczną diagnozę musiał poczekać jeszcze rok. 

W tym samym czasie rozpoczął pracę nad powieścią roboczo zatytułowaną "Rak". Książka była jednym z wielu sposobów na poradzenie sobie z wypadkiem i bólem. Jeden z bohaterów książki zostaje potrącony i cierpi na bardzo podobne obrażenia. Książkę pisał odręcznie piórem Watermana, bo w ten sposób sesje pisania mogły być dłuższe . Zaczęło też do niego docierać, że uzależnia się od leków przeciwbólowych, a z uzależnieniami miał przecież już doświadczenie. Teraz miewał koszmary i czasami halucynacje. Postanowił z tym walczyć i mocno ograniczył leki. Tytuł książki nad którą pracował ostatecznie zmieniono na "Łowca snów" i jest jedną z niewielu książek autora, z których nie jest on zadowolony.

Dokładnie rok po wypadku, 19 czerwca 2000 roku, na łamach The New York Times ukazał się artykuł "On Impact", w którym własnymi słowami opowiada o okolicznościach wypadku i swojej rehabilitacji. Jest on odpowiednikiem rozdziału "Jak żyć" z książki "Jak pisać Pamiętnik rzemieślnika". Sporo miejsca w tym tekście poświęca Bryanowi Smithowi, a pisząc ten tekst nie wiedział jeszcze jaki los czeka kierowcę, który niemal pozbawił go życia.

Na 2000 roku zaplanowana byłą premiera powieści "Buick 8", ale ze względu na fabułę książki, której istotnym elementem był wypadek samochodowy została ona przesunięta. 

21 września 2000 roku przypadały 53 urodziny Stephena Kinga. Tego samego dnia w Brownfielnd, na przedmieściach Fryburga, w przyczepie mieszkalnej, znaleziono ciało Bryana Smitha.

Smith nie miał szczęścia w życiu. Sam był kaleką, a utrata prawa jazdy po potrąceniu Kinga jeszcze bardziej pogorszyła jego sytuację. Miał problemy z pracą, bo nie miał jak do niej dojeżdżać, nie miał jak robić zakupów. Był zmuszony jeździć autostopem lub ze znajomymi, których też nie miał zbyt wielu, a na dodatek okazało się, że jego stan się pogarsza i być może będzie musiał korzystać z wózka inwalidzkiego.

Tuż po ogłoszeniu wyroku skazującego Smith był zdruzgotany. Nie mógł pogodzić się z wyrokiem i otwarcie mówił, że sąd i ława przysięgłych wydając taki wyrok, nie wzięła pod uwagę wszystkich okoliczności, tym samym pozbawiła go możliwości zarabiania. Twierdził, że wszystkiemu winna jest sława Kinga: 
"Tylko dlatego, że jest Stephenem Kingiem może tworzyć własne prawo, własne reguły. Jestem królikiem doświadczalnym. Wiem, że go potrąciłem. Nie chciałem tego. Ktoś nie może tego zaakceptować. Czemu nie mogą zaakceptować tego, że to był wypadek? (...) Nie dbają czy będę jutro oddychał, czy umrę kolejnego dnia" .
Ostatecznie jednak poddał się, a nawet zaoferował przeprosiny autorowi: 
"To przez co przeszedł King to tragedia. Bardzo żałuję tego co się stało i mam nadzieję, że on to rozumie".
Ludzie z otoczenia Smitha twierdzili, że w ostatnich miesiącach życia zaczął się zmieniać. Nie zważając na postępujące problemy zdrowotne chętnie pomagał innym, na przykład w naprawach samochodów, hydraulice i pracach domowych. Podobno chciał kupić komputer, aby móc projektować instrukcje budowy mebli. Podobno rozważał też napisanie książki.

Ciało Smitha znalazł jego brat Everett Smith. 
"Leżał na plecach, na swoim łóżku, przykryty. Po prostu tam leżał, jakby poszedł spać". 
Nie stwierdzono żadnych urazów, ale w pobliżu łóżka znaleziono pustą buteleczkę po lekach przeciwbólowych.
 
Bryan Smith (2)

Wkrótce po śmierci Smitha, Stephen King wyraził swoje ubolewania:
"Z przykrością wysłuchałem informacji o śmierci Bryana Smitha. Śmierć 43 letniego mężczyzny można tylko nazwać przedwczesną. Każdemu życzyłbym lepiej. Nasze życia zeszły się w dziwny sposób. Jestem wdzięczny, że nie umarłem. Przykro mi, że nie żyje"
Rok później, w wywiadzie dla The Early Show, Stephen zauważył, że oprócz wypadku i śmierci w dniu jego urodzin, Bryan Smith i on mieli jeszcze jedną wspólną rzecz – drugie imię .

Wypadek uświadomił Kingowi jeszcze jedną rzecz: że mało brakowało, a największe dzieło jego życie nie zostałoby ukończone. "Mroczna Wieża" uważana jest za magnum opus Kinga, a w momencie wypadku opublikowane były pierwsze cztery tomy sagi. King miał już w głowie pewne pomysły na ciąg dalszy, ale cały czas odkładał pracę nad kolejnymi tomami. Po wypadku sprawa się zmieniła. Ponownie usłyszał "pieśń żółwia" i w 2001 roku rozpoczął pracę nad ostatecznym zakończeniem sagi. Postanowił, że napisze ostatnie trzy tomy za jednym zamachem, od deski do deski. Fani odetchnęli.

Poza kwestią motywacji do rozpoczęcia prac nad kolejnymi tomami "Mrocznej Wieży", wypadek stał się istotnym elementem zakończenia wyprawy Rolanda do mitycznej Wieży i komnaty na jej szczycie. Data wypadku była dla Kinga tak traumatyczna, że wprowadził ją do świata Wieży. Wykorzystał liczbę 19 oraz 99 jako swego rodzaju amulety, okruszki chleba, prowadzące bohaterów do ich celu. Ponadto w szóstym tomie "Pieśń Susannah" autor wprowadził do powieści samego siebie. W książkowym świecie misją Kinga jest spisanie dziejów Rolanda, ale przeszkadzają w tym nieznane siły. W ostatnim rozdziale dowiadujemy się, że książkowy Stephen King w dniu 19 czerwca 1999 roku wyszedł na spacer i zginął pod kołami samochodu. Postać pisarza wróciła jednak w siódmym, ostatnim tomie sagi. Istotnym elementem fabuły "Mrocznej Wieży", są podróże pomiędzy równoległymi światami połączonymi z przemieszczaniem się w czasie. Na kartach ostatniego tomu King po raz kolejny odtworzył okoliczności wypadku.

Obsesja na punkcie wypadku powoli odchodziła w zapomnienie, ale miała sobie jeszcze przypomnieć. Stephen King dostał propozycję napisania amerykańskiej wersji serialu "Królestwo" Larsa von Triera. Pisząc scenariusz ponownie powrócił do wątku wypadku i uczynił go mocnym elementem wprowadzającym już w pierwszym odcinku. W 2004 roku widzowie mogli obejrzeć bardzo dokładną rekonstrukcję tego wydarzenia w serialu "Szpital Królestwo".

Konsekwencje wypadku miał odczuwać przez lata. Jeszcze w listopadzie 2003 roku trafił do szpitala z obustronnym zapaleniem płuc. Był to efekt zapadniętego na skutek wypadku płuca. W szpitalu spędził miesiąc, ale przy okazji złapał nową infekcję, która męczyła go przez 3 miesiące.

Pokłosiem tej infekcji była powieść "Historia Lisey". Żona Kinga wykorzystując chwilę jego słabości zarządziła remont jego gabinetu. Zabroniła mu wchodzić do czasu jego ukończenia, ale nie posłuchał. Całe pomieszczenie zastał zawalone pudłami z maszynopisami i książkami. Wyobraził sobie, że tak wyglądałby jego gabinet po śmierci... sprzątany przez żonę i dzieci. Wtedy postanowił wrócić do krótkiego opowiadania "Lisey i szaleniec" i rozwinąć je w dłuższą powieść.

W wywiadach mówi, że do bólu trzeba się przyzwyczaić:
"(...) po jakimś czasie, wykres opada i ból trochę ustępuje, a próg twojej akceptacji rośnie. W końcu się skrzyżują i tak wygląda twoje życie i to jest OK" .
Jedna chwila, instynktowna reakcja... może trochę szczęścia. Kilka centymetrów w bok, a uderzyłby głową z podporę dachu furgonetki, a nie w szybę. W takim przypadku nigdy byśmy nie dowiedzieli się, co Roland odkrył na szczycie Wieży. Nie przeczytalibyśmy "Historii Lisey", "Ręki mistrza" czy "Dallas ‘63". Nie spotkalibyśmy Stephena Kinga w Paryżu w listopadzie 2013 roku.

19 czerwca 1999 roku zmienił wiele w życiu Stephena Kinga, zmienił jego twórczość. Wypadek tragiczny, konsekwencje bolesne, jednak chęć życia sprawiła, że nadal robi to co kocha: wymyśla historie i przeraża.
 
Do napisania tekstu wykorzystano:
  • "Jak pisać: pamiętnik rzemieślnika" - Stephen King (2000)
  • "Życie i czasy Stephena Kinga" - Lisa Rogak (2008)
  • "On Impact", artykuł w The New York Times (19 czerwca 2000)
  • "What Is Stephen King Trying to Prove", artykuł w The New York Times (13 sierpnia 2000)
  • "Horror Writer Stephen King Buys Mini-van That Hit Him", artykuł w Chicago Tribune (24 września 1999)
  • "The writter, the accident, and a lonely end”, artykuł w The Guardian (1 października 2000)
  • Wywiad Stephena Kinga i Tabithy King dla The Today Show (listopad 1999)
  • Wywiad Bryana Smitha w programie Extra (1999)
  • Wywiad Stephena Kinga dla The Early Show (19 marca 2001)
  • Sesja pytań publiczności w Sewickley podczas trasy promocyjnej “Koniec warty” (8 czerwca 2016)
  • "The Last Word: Stephen King on Trump, Writing, Why Selfies Are Evil", wywiad w magazynie Rolling Stone (9 czerwca 2016)
  • http://goodstory.pl/wywiady/lubie-pisanie-bo-nie-tylko-czyni-mnie-szczesliwym-ale-takze-przynosi-szczescie-innym-mowi-stephen-king-o-swojej-pracy/
Aktualności ze światów Kinga
Social Media
MOJA KOLEKCJA NA SKRÓTY: